„Honor paparazzi” Rozdział 7 (tylko dla czytelników pełnoletnich)

Andrzej poczuł zadowolenie. Nie był do końca pewien, co go podkusiło, żeby zaprosić taką gwiazdę jak Śliwiński do małej, rodzinnej knajpki. Był to impuls, chwila, która zaciążyła tremą i wątpliwością, czy postąpił dobrze. Chciał jednak wyrwać aktora z jego skorupy samotności i lęku przed ludźmi więc pierwsze miejsce, żeby to zrobić, jakie wpadło mu na myśl, było tym, gdzie sam zawsze czuł się dobrze.

– Oto panów stolik – oznajmiła Paulina starając się zapanować nad przejęciem w głosie. – Proszę mnie zawołać, kiedy będą panowie zdecydowani na zamówienie…

– Ja już wiem, co chcę – Andrzej wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Specjalność dnia poproszę. Dominik?

– Czy to są te zachwalane przez ciebie gołąbki?

– O, tak.

– Więc ja też poproszę – Śliwiński zwrócił się bezpośrednio do Pauliny. – Muszę przekonać się, czy naprawdę są takie nieziemskie.

Zarumieniła się słysząc te słowa i już zamierzała odejść, kiedy Nowicki zawołał za nią.

– Paulina, przysiądź się do nas, kiedy znajdziesz chwilę.

– Co? Ja?

Chociaż Andrzej nie podzielił się wcześniej tym pomysłem z Dominikiem, ten dołączył się do zaproszenia.

– Będzie nam bardzo miło. Andrzej wspominał, że znacie się od dawna. Chciałbym poznać jego znajomych.

Popatrzyła na nich zaskoczona.

– Dziękuję. Przysiądę się na kilka minut jak zjecie drugie danie.

Kiedy odeszła, Niwicki spojrzał przepraszająco na swojego towarzysza.

Śliwiński pokręcił głową.

– Wiem, dlaczego to robisz i myślę, że jest to bardzo miłe. Czasami też o tym myślałem, ale chyba… brak mi odwagi, żeby wyjść między ludzi.

– Skoro jesteś taki nieśmiały, dlaczego zostałeś aktorem?

– Chyba właśnie dlatego – wyznał. – Kiedy gram, mogę być każdym, bo nie jestem sobą – z zażenowaniem spuścił wzrok. – Wiem, to brzmi głupio.

– Wcale nie. W filmie możesz pozwolić sobie prawie na wszystko, bo nie jesteś Dominikiem Śliwińskim, prawdziwą osobą z krwi i kości, tylko jakąś totalnie wyimaginowaną postacią bez prawdziwego życia i bliskich, o których martwi się człowiek. Takim prokuratorem Twardowskim jesteś przez kilka dni zdjęciowych, a Śliwińskim pozostaniesz do końca życia.

Dominik zarumienił się i uśmiechnął.

– Dokładnie tak. Twoja przyjaciółka Paulina sprawia miłe wrażenie. Jest też bardzo ładna.

– I mądra. Zwłaszcza jeśli chodzi o nauki ścisłe. Była genialna z matmy i fizy. Dzięki niej zdałem maturę. Uwierzysz, jak powiem, że chciałem się z nią ożenić?

Śliwiński z zaskoczenia otworzył usta i zerknął w stronę sali, gdzie przyjaciółka Andrzeja rozmawiała z kelnerką. Obserwował ją przez chwilę, potem odpowiedział próbując brzmieć całkowicie naturalnie.

– Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłeś?

– Nie chciała wychodzić za mąż z rozsądku, bez miłości. Chociaż jest jej ciężko samotnie wychowywać córkę, miała rację. Martynka jest moją chrześnicą, więc dostaję laurkę na dzień ojca i jak trzeba, pójdę na wywiadówkę. Chociaż tak pomogę Paulinie, która ma masę obowiązków w restauracji. To miejsce zawsze miało fajną, rodzinną atmosferę, ale odkąd ona objęła kierownictwo, zaczęło przynosić zyski.

Dominik ponownie spojrzał na Paulinę a potem jego wzrok przetoczył się po całym lokalu, po jego ciepłym wystroju i klientach, którzy czuli się tutaj całkiem swobodnie.

– Mówiłeś, że to rodzinna restauracja.

– Założył ją jej ojciec, ale od kilku lat choruje na serce, więc Paulina przejęła jego obowiązki. Założyła nawet dla tego miejsca stronę internetową. To był strzał w dziesiątkę. Teraz zaglądają tu nawet zagraniczni turyści żeby spróbować typowo polskiej kuchni. Takiej jak ta aromatyczna zupa koperkowa.

Zapach świeżego kopru i ciepłej śmietany rozniósł się tuż przy ich stoliku kiedy Paulina osobiście przyniosła im zamówienie.

– Smacznego – uśmiechnęła się promiennie, chociaż w jej oczach czaił się cień niepokoju. Odchodząc nieco dłużej zatrzymała wzrok na sławnym gościu.

– Cholera, nie sądziłem, że aż tak się przejmie – zmartwił się Andrzej. – Jest tak ciekawa twojej reakcji, że zaraz wpadnie na któryś ze stolików.

Dominik ze skupieniem naczerpnął na łyżkę mlecznozielonej zupy i ostrożnie spróbował. Patrząc na niego Andrzej miał wrażenie, że obserwuje kipera przy degustacji nowej mieszanki herbat. Twarz aktora niemal nie zmieniła wyrazu. Kąciki jego ust lekko drgnęły – nic poza tym. Szybko sięgnął jednak po kawałek pieczywa i zabrał się do pałaszowania zawartości swojego talerza. Entuzjazm jego gestów mówił sam za siebie.

– Dobra, co?

– Szkoda ust na gadanie – odpowiedział wkładając do nich kawałek chleba.

Śliwiński był dobrym aktorem. Na ekranie potrafił być zupełnie kimś innym niż w życiu, Andrzej wiedział jednak, że poza planem filmowym udawanie i kłamstwo są dla niego trudne. Właśnie dlatego bał się ludzi i tego, że odkryją jego prawdziwą, wrażliwą naturę. Zapał, z jakim pochłaniał pierwsze danie, był całkowicie szczery.

– Uf – westchnął, gdy opróżnił talerz. – Aż chce się prosić o dokładkę.

– Nie radzę – Andrzej pokręcił głową. – Nie zapominaj o gołąbkach.

– Hm, masz rację – przyznał Dominik i znów rozejrzał się po sali.

Patrząc na niego i jego reakcję na otoczenie fotograf poczuł się szczęśliwy. Śliwiński, chociaż rozgryzł perfidny plan Andrzeja, sprawiał wrażenie, że wcale mu on nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, otworzył umysł i serce na nowe doświadczenia i ludzi. Nowicki nie spodziewał się aż takiej współpracy. Nie miał pojęcia, skąd taka pozytywna reakcja u aktora.

Paulina zjawiła się i puste talerze zastąpiła nowymi, pełnymi aromatycznych gołąbków w sosie pomidorowym. Na sam ich widok i zapach ślinka napłynęła Andrzejowi do ust. Nie chcąc marnować ich na gadanie od razu zabrali się za drugie danie.

Porcje były duże i syte i chociaż obaj byli głodni przed przyjściem do restauracji, po opróżnieniu talerzy żaden z nich nie myślał o dokładce. Dominik wyciągnął się na krześle niwelując ucisk swojego brzucha. Wyglądał na całkowicie zrelaksowanego. Jego oczy błyszczały jasno, a usta, na których ślad po rozcięciu był już prawie całkowicie niewidoczny, uśmiechały się przyjemnie.

– Miałeś rację, jedzenie tutaj jest nieziemskie. Cieszę się, że mnie tu przyprowadziłeś – oznajmił. – Miałem się nie zgodzić, ale… Nie żałuję, że ci zaufałem.

Andrzej też się cieszył. Dzisiaj to on był bodźcem sprawiającym, że Dominik odważył się wyjść ze swojej bezpiecznej kryjówki przed ludźmi i przekonał się, że nie wszyscy są tacy źli. Kto wie, może jutro pozwoli sobie na krok dalej i sam wyciągnie do nich rękę?

– Bardzo ciężko przyszło ci mi zaufać?

– Nie. W końcu mnie ocaliłeś – odpowiedział bardzo miękko. – Gdybyś wtedy nie przyszedł… Naprawdę cieszę się, że tam byłeś. Ktoś inny mógłby po prostu siedzieć cicho i robić zdjęcia, które później…

– To nieprawda. Każdy na moim miejscu postąpiłby w ten sposób.

Śliwiński łagodnie pokręcił głową.

– To twoja skromność karze ci tak mówić…

A co karze mówić Dominikowi? Czyżby to, co wydarzyło się tamtego popołudnia nie było jednak odosobnionym przypadkiem? Wprawdzie aktor zapewniał, że Marczak po raz pierwszy zamierzał zrobić coś wbrew jego woli, ale ile razy naginał jego wolę do swojej sprawiając, że pomimo wewnętrznego sprzeciwu młody aktor ulegał?

– Czy… miałeś wielu partnerów?

Pytanie padło niespodziewanie i należało do tych bardzo intymnych, ale Dominik nie wyglądał na zaskoczonego. Prawdopodobnie spodziewał się, że prędzej czy później Andrzej spyta o coś w tym stylu. Nie zarumienił się nawet kiedy odpowiadał:

– Nie. Marek jest jedyny. Nigdy nie byłem z nikim innym – ani z mężczyzną, ani z kobietą.

– Nigdy? – otrzymana odpowiedź zaskoczyła go bardziej niż przypuszczał.

– Nigdy.

Przez chwilę panowała cisza, podczas której Nowicki próbował przyswoić sobie tę informację.

– Od dawna jesteście razem? No wiesz, w romantyczny sposób.

– Od mojego pierwszego filmu.

Od jego pierwszego… To znaczy, że Dominik miał wtedy siedemnaście lat!

Andrzej natychmiast wyobraził sobie młodego, ślicznego chłopca, którego starszy i doświadczony mężczyzna omamia słodkimi słowami i obietnicami. Mówi, że to nic takiego, że to tylko zabawa, że wszyscy tak robią i przecież to żadna szkoda i żadne ryzyko, bo nie może zajść w ciążę a za to będzie czuł się cudownie. Uwodzi niedoświadczonego seksualnie i życiowo młodzika i okręca go sobie wokół palca. Tworzy z niego gwiazdę, ale za to ceną jest ciężka praca, niemal psia wierność i własne ciało. Otumaniony przez starego zboczeńca chłopak nawet nie zdaje sobie sprawę, że jest wykorzystywany na wszystkie możliwe sposoby – zarabia dla swojego menagera ciężkie pieniądze i służy mu jako zabawka do seksu. Odizolowany od rodziny, uzależniony od kochanka nie jest w stanie podjąć samodzielnych decyzji i działań. Jest jego śliczną, praktyczną laleczką, z którą można zrobić, co się chce, bo nie ma dokąd uciec ani kogo poprosić o pomoc. Co najgorsze, sama pewnie nie wie, jak bardzo jest bezwolna.

– Dlaczego tak na mnie patrzysz? – zaniepokoił się Śliwiński.

– Co? A nie, to nic takiego. Pomyślałem sobie, że też się cieszę, że byłem tam wtedy.

To była szczera prawda. Chociaż przydział zajęcia paparazzi uwłaczał jego zawodowej godności, Andrzej dzięki niemu był w stanie odkryć, w jakich kłopotach znajdował się ten młody, wrażliwy mężczyzna. Znajomość problemu jest podstawą do jego rozwiązania. Nowicki wiedział, że musi ocalić Śliwińskiego przed bagnem, jakim jest jego życie, zwłaszcza erotyczne. Zamiast dawać się wykorzystywać facetowi w średnim wieku Dominik powinien zaliczać kolejne piękne i młode kobiety.

– Nie przeszkadzam?

Andrzej drgnął słysząc obok kobiecy głos. Odwrócił głowę i dostrzegł Paulinę, która na tacy miała trzy talerzyki z szarlotką. Puste naczynia po obiedzie właśnie odnosiła jedna z jej kelnerek. Nowicki nawet nie zauważył, kiedy zostały zabrane.

– Ależ skąd – zapewnił wesoło Dominik. – Zaproszenie jest wciąż aktualne. Pani pozwoli, że formalnie się przedstawię – wstał grzecznie – Dominik Śliwiński, do usług.

– Paulina Kowalczyk. To dla mnie zaszczyt.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Proszę.

Śliwiński usiadł dopiero gdy ona zajęła swoje miejsce. Andrzej, wciąż zajęty przetwarzaniem informacji i toksycznym związku aktora z menagerem nawet nie zwrócił uwagi na ten objaw przesadnej w jego oczach galanterii. Toczonej przez nich rozmowy słuchał zaledwie trzy po trzy.

Wyglądało na to, że Dominik wcale nie był gejem, po prostu nie znał niczego innego. Andrzej był daleki od snucia wniosków, że homoseksualizm to choroba albo zwyrodnienie, był jednak przekonany, że nie jest to nic naturalnego. Co prawda w przyrodzie zdarzały się stosunki partnerów tych samych płci, ale tylko wtedy gdy partnerka była poza zasięgiem. Seks wyłącznie z przedstawicielami tej samej płci był aberracją, która wśród ludzi stała się po prostu modna wbrew społecznemu sprzeciwowi.

Dominik myślał, że jest gejem, ale nie mógł być tego w stu procentach pewny, dopóki nie prześpi się z kobietą. Byłoby mu łatwiej w życiu prywatnym i w karierze, gdyby miał miłą, śliczną partnerkę, z którą mógłby pokazać się wśród ludzi i przedstawić rodzicom. Jego skandalizujący romans z własnym menagerem nawet gdyby wyszedł na światło dzienne, byłby tylko intrygującą przygodą młodości wybaczoną przez każde środowisko.

Była więc nadzieja, żeby Śliwiński wiódł normalne życie. Wystarczyło znaleźć dla niego odpowiednią partnerkę.

Andrzej skierował spojrzenie na Paulinę. Kobieta była z jego rocznika, brakowało jej więc dwóch lat do trzydziestki, nie wyglądała więc już jak nastolatka, ale wciąż była bardzo ładna. Jak na kobietę była dość wysoka, więc przy Dominiku powinna unikać zbyt wysokich obcasów. Co prawda była od niego starsza o cztery lata i miała już ośmioletnią córkę, jednak jej dojrzałość mogła okazać się czymś, na czym wrażliwy aktor może polegać. Była silna i odważna więc dawała sobą oparcie. Fizycznie – bardzo kobieca – przyciągała niejednokrotnie wzrok mężczyzn. Andrzej kochał ją jak siostrę i wiedział, jak cudowną jest osobą. Dominika znał mniej, ale zdążył już obdarzyć go dużą sympatią. Tych dwoje naprawdę mogło do siebie pasować.

Paulina zaśmiała się, co przywróciło Nowickiego do rzeczywistości. Spojrzał na jedno i na drugie – wyglądało na to, że całkiem dobrze się dogadują. Fotograf uśmiechnął się pod nosem i widelczykiem odkroił kawałek szarlotki.

– Nie wiedziałam, że znacie się z Andrzejem – usłyszał głos przyjaciółki.

– To całkiem świeża sprawa – wyjaśnił Śliwiński i spojrzał na Nowickiego. – Pozwolisz, że opowiem tę historię?

Dominik wyglądał na zrelaksowanego.  Zupełnie jakby wyjście na miasto i poznanie nowej osoby było dla niego czymś uwalniającym. Tylko, żeby nie był zbyt rozluźniony. Andrzej przestraszył się, że w swojej naiwności i niewinności zechce zawierzyć Paulinie swój bolesny sekret i chociaż była ona godna zaufania, wciąż pozostawali w miejscu publicznym.

– Właściwie to…