„Honor paparazzi” Rozdział 7 (tylko dla czytelników pełnoletnich)

Rozdział 7

Osiemnaście lat temu samochód Andrzeja był jednym z najlepszych w swojej klasie, teraz lata świetności miał już za sobą a jedynym jego walorem było względnie tanie utrzymanie. I chociaż nie prezentował się okazale, psuł się rzadko i nie palił za dużo. Nowicki nie jeździł nim często – na studiach przyzwyczaił się do komunikacji miejskiej, która wychodziła taniej i w większości przypadków zaspokajała jego potrzeby. Samochód służył mu na specjalne okazje jak randki, wyjazd za miasto czy takie tam.

Andrzej zajechał pod dom Dominika dwie minuty po trzynastej. Spóźnienie nie było duże ani celowe, mimo to sprawiło, że poczuł się niekomfortowo. Miał nadzieję, że Śliwiński nie okaże się co do tego małostkowy. Nowicki zawsze cenił punktualność, ale czasami po prostu nie dało się uniknąć spóźnienia nawet po wzięciu poprawek na korki. Wysiadł z auta i skierował się ku drzwiom wejściowym.

Furtka była uchylona, a drzwi otworzyły się zanim zdążył nacisnąć dzwonek.

Dominik miał na sobie beżową, jedwabną koszulę, która sprawiała wrażenie, jakby była szyta na zamówienie u najdroższego krawca, ale to oczy aktora przykuły uwagę Andrzeja. Tęczówki w odcieniu głębokiego, jasnego błękitu błyszczały olśniewająco z pewną dawką niepewności i ekscytacji.

– Gotowy? – zapytał Nowicki.

– Tak. Dokąd jedziemy?

– Na Pragę. Tam się urodziłem i wychowałem.

– O! – Dominik uznał to za interesujące. – Ale nie mówisz z typowym warszawskim akcentem.

– Szkoła średnia i studia wybiły mi to z głowy, ale okazjonalnie, kiedy jestem zdenerwowany, zdarza mi się zapomnieć.

Dominik uśmiechnął się zamykając drzwi.

– Ja musiałem dużo pracować, żeby pozbyć się mojego akcentu. Nie był bardzo rażący, ale ludzie rozpoznawali, że pochodzę ze wschodu Polski. W moim pierwszym filmie to nie był problem, wręcz przeciwnie, pomogło mi to dostać rolę, ale później nie było już tak słodko.

Wsiedli do samochodu, który nie do końca współgrał z olśniewającą prezencją Śliwińskiego i Andrzej poczuł się trochę zakłopotany.

– Przepraszam, za moje auto. Nie przywykło do worzenia gwiazd.

– Samochód to samochód – odpowiedział lekko Dominik – a twój wcale nie jest taki zły. Spróbowałbyś zmieścić pięcioosobową rodzinę w maluchu.

– Serio? – Andrzej wyszczerzył zęby w uśmiechu. – To one jeszcze jeżdżą?

– Ten już nie. Brat rozbił go jak tylko dostał prawo jazdy.

Nowicki włączył się do ruchu i zerknął na profil aktora, który był równie pociągający jak widok z przodu. Wyraźnie zarysowana, zdecydowanie męska szczęka, wydatne jabłko Adama, długi, prosty nos nie pozwalały mieć wątpliwości, że jest to stuprocentowy facet, ale długie czarne rzęsy i delikatne, lekko rozchylone usta były seksowne jak u kobiety. Bez wątpienia mogły uwieść nawet mężczyznę.

Chociaż Andrzej widział, jak Dominik uprawia seks z facetem, nie mógł przekonać się do myśli, że młody aktor jest gejem. Nie wątpił, że Śliwińskiego łączy z jego menagerem coś wyjątkowego (a przynajmniej tak było do niedawna), ale obserwował Dominika kilka ładnych dni i nie było w nim nic ciotowatego. Zachowywał się całkiem normalnie (nie licząc tego, że prawie nie wychodził z domu). Gdyby nie widział tego na własne oczy, Andrzej w życiu nie podejrzewałby go o homoseksualne skłonności. Trochę podejrzane mogło się wydawać, że ktoś o jego urodzie i popularności nie spotyka się z żadną kobietą, ale przy nieśmiałości Dominika przestawało to dziwić.

Ciekawe, dlaczego Dominik śpi ze swoim menagerem?

– Chcesz mnie o coś spytać, prawda? – odezwał się Śliwiński.

– Właściwie…

Andrzej nie mógł się jednak zdobyć by zadać to pytanie. Prywatne życie Dominika było jego własną sprawą. Wypytywanie o tak intymne sprawy jak jego życie miłosne było nie tylko nietaktem, ale i obrzydliwym wścibstwem. Co prawda aktor już wcześniej powiedział, że jeśli uzna pytanie za zbyt osobiste to na nie nie odpowie, ale Nowicki i tak nie potrafił się zdobyć na jego zadanie. Może dlatego, że przecież byli tylko dwoma znajomymi dzielącymi kilka sekretów?

– Myślałem, że z twoją niechęcią do ludzi będziesz chciał stać się niewidoczny – powiedział zamiast tego. – Tymczasem rzucasz się w oczy.

– Wolałbyś, żebym założył coś innego? – zapytał przejęty.

– Nie! Wyglądasz świetnie – zapewnił. – Nie boisz się jednak, że zostaniesz rozpoznany?

– Mój fotograf i przyjaciel zaprosił mnie na lunch. Podejrzane byłoby, gdybym chciał ten fakt ukrywać.

„Przyjaciel?”

Odpowiedź Dominika z jakiegoś powodu sprawiła Andrzejowi przyjemność. Przyjaciel. To było wielkie słowo, przynajmniej dla Nowickiego i chociaż miał wielu znajomych, przyjacielem, a właściwie przyjaciółką, mógł nazwać wyłącznie Paulinę. Czasem zastanawiał się, dlaczego tak jest, dlaczego nie potrafił stworzyć bardziej zażyłych więzi z innymi i dochodził do wniosku, że to dlatego, iż wszyscy byli tak bardzo niezależni, że właściwie nie potrzebowali czyjegoś wsparcia. Paulina pomagała mu gdy w szkole miał kłopoty z nauką i później, po śmierci ojca. Wspierała go zawsze, gdy miał jakikolwiek problem czy zmartwienie. On był przy niej przez cały okres ciąży i samotnego macierzyństwa, gdy ojciec dziecka odmawiał przyjęcia na siebie odpowiedzialności. Przez chwilę nawet rozważał opcję małżeństwa z nią, żeby Martynka miała prawdziwą rodzinę, ale oboje z Pauliną zdecydowali, że byłby to nonsens. Chociaż bardzo się lubili i polegali na sobie, nie było między nimi żadnej chemii i młoda mama odmówiła takiego rozwiązania. Uważała, że oboje mają jeszcze szansę na miłość i powinni na nią poczekać. Andrzej zamiast stawać się przybranym ojcem dziewczynki został jej ojcem chrzestnym.

Dominik sprawę przyjaźni traktował chyba jeszcze bardziej poważnie, albo był tak jej spragniony, że oferował ją przypadkowej osobie. Kto wie? Ale Andrzej nie był dla niego całkowicie przypadkową osobą. Już nie. Nie tylko znał jego skandaliczny sekret i milczał, ale też ocalił go od poważnych nieprzyjemności i pomagał uporać się z traumą. Ich znajomość, chociaż tak świeża, była poważnie wypróbowana i faktycznie mogła zasługiwać na miano przyjaźni. Andrzej nie miał absolutnie nic przeciwko takiemu obrotowi spraw.

– Racja – przyznał. – Przyjaciele mają prawo zjeść wspólnie lunch.

Dominik uśmiechnął się promiennie pozostawiając w sercu Nowickiego wrażenie, że bał się jego odpowiedzi.

– Mam nadzieję, że kuchnia w tej restauracji jest naprawdę dobra – powiedział aktor. – Byłem tak przejęty wyjściem na miasto, że nie jadłem nic od śniadania.

– Ja też – zaśmiał się Andrzej. – Paulina ucieszy się, że będzie mogła nakarmić dwóch wygłodzonych mężczyzn.

– Opowiedz mi o niej – poprosił.

– Za późno. Jesteśmy na miejscu.

W Warszawie, jak w większości miast, zawsze istniał problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. Cała przestrzeń przy ulicy była zastawiona samochodami. Andrzej nie zwracał na to uwagi i wjechał w bramę, gdzie stało tylko kilka aut.

– Bycie szkolnym kolegą córki właścicieli ma swoje przywileje – mrugnął okiem do Dominika gasząc silnik.

Wysiedli z samochodu i Śliwiński rozejrzał się po otaczających go starych, nie najlepiej prezentujących się kamienicach. Od ulicy budynki wyglądały przyjemnie, ale od podwórza nosiły wyraźne piętno czasu.

– Nie mów, że nigdy nie byłeś na Pradze.

– No, właściwie… – Dominik zarumienił się po czubki uszu.

– Nie masz się czego bać. Ta dzielnica ma nienajlepszą reputację, ale są tu sami swoi. Zresztą nawet u nas wiszą plakaty promujące twój najnowszy film.

Ta wypowiedziana lekkim tonem uwaga dodała Śliwińskiemu animuszu. Młody aktor skinął głową i powiedział.

– No to chodźmy. Naprawdę jestem głodny.

Ilu klientów nie byłoby w restauracji, dla Andrzeja zawsze znalazło się miejsce. Tym jednak razem Nowicki nie był sam, dlatego zadzwonił wcześniej i zamówił stolik. Co prawda ruch zwykle był umiarkowany, ale wolał nie ryzykować oczekiwania w kolejce – nie, kiedy chciał pochwalić się przed kimś tym miejscem. Uprzedzona, że przyprowadzi gościa, Paulina wyszła przywitać ich osobiście. Kiedy podeszła dość blisko, żeby rozpoznać towarzysza Andrzeja, pisnęła zachwycona.

– Zachowuj się – warknął Andrzej szturchając ją w ramię.

– Prze… przepraszam – powiedziała. Wyraz zaskoczenia i zachwytu nie nikł z jej twarzy. – Dominik Śliwiński w mojej restauracji…

– Bardzo mi miło – ukłonił się grzecznie aktor.

– Ty – tym razem to Paulina szturchnęła Andrzeja. – Jak mogłeś mi nie powiedzieć, kogo zaprosiłeś?!

– Ponieważ strasznie byś to przeżywała cały dzień.

– Ale, ale… Kazałbym przygotować coś specjalnego…

– Codzienne jedzenie serwowane tutaj jest specjalne. A teraz zaprowadź nas do stolika, bo niepotrzebnie rzucamy się w oczy.

– Ach tak, oczywiście. Przepraszam pana. Proszę tędy.

– Przepraszam za nią – Andrzej powiedział cicho, kiedy był pewien, że jego przyjaciółka oddaliła się wystarczająco, żeby ich nie słyszeć. – Nie myślałem, że Paulina jest twoją fanką. Chociaż nie powinno mnie to dziwić.

– W porządku. To było nawet całkiem miłe. Tak jak to miejsce.

– Podoba ci się?

– Na razie tak.