„Honor paparazzi” Rozdział 6 (tylko dla czytalników pełnoletnich)

– Bardzo uważasz na to, co się o tobie mówi i pisze? – zauważył fotograf.

– Chyba tak – przyznał nieśmiało. – Pochodzę z małej miejscowości spod niezbyt wielkiego miasta na wchodzie kraju. Moja pierwsza rola w filmie była bardzo szeroko komentowana w miejscowych mediach, ale to moja rodzina musiała przyjąć na siebie tak pozytywne jak i negatywne artykuły. Przy przedostatnim filmie musiałem tłumaczyć, że to nie rzeczywistość, a i tak zdarzało się, że ktoś chciał się do mnie umówić na wizytę lekarską. Staram się unikać mediów w nadziei, że się mną znudzą, ale nie chcą odpuścić.

– To dlatego, że jesteś tak lubiany przez fanki. Teraz zrobi się jeszcze głośniej. Międzynarodowa produkcja…

Dominik spuścił głowę, jakby myśl o tym filmie była dla niego przykra.

– Powiedziałem coś nie tak?

– Nie, tylko… To Marek mocno nalegał na ten casting. Bardzo mu zależało, żebym wyszedł poza polskie kino i zabiegał, żebym w ogóle został wzięty pod uwagę. Kazał mi uczyć się francuskiego, żebym łatwiej mógł przejść przesłuchanie i lepiej rozumieć wskazówki reżysera. To jemu zależało na tym filmie.

Andrzej słyszał w jego głosie ból i tęsknotę. Nigdy nie przechodził ciężkiego rozstania, bo nigdy tak naprawdę nie był w żadnym stałym związku, ale domyślał się, że to nie mogło być nic przyjemnego.

– Odezwał się do ciebie?

– Zapytał w smsie, kiedy będę mógł się spotkać z drugim reżyserem.

Więc nie były to przeprosiny ani głos troski o jego zdrowie i samopoczucie. To nie był nawet telefon, żeby w głosie rozmówcy usłyszeć, czy wszystko z nim w porządku. Wysłał mu zwykłego, służbowego, suchego smsa.

Co prawda właśnie takich relacji domagał się od niego Dominik, ale to było zanim Marczak go zaatakował. Traktowanie napaści, jakby nie miała miejsca, było kolejnym atakiem na aktora. Tym razem Śliwiński cierpiał przede wszystkim duchowo, bo nie padło nawet najmniejsze „przepraszam”, które pozwoliłoby mu wybaczyć i przejść z tymi wydarzeniami dalej. Ignorując całe zajście Marczak zignorował Dominika.

– Chcesz zagrać w tym filmie?

Śliwiński stanowczo pokręcił głową.

– Nie podoba mi się scenariusz, nie podoba mi się moja postać, nie lubię filmów tego reżysera, ale to ogromna szansa, żeby wejść na międzynarodowy rynek. Szansa nie tylko dla mnie, ale też dla innych polskich aktorów.

– Ale ty nie chcesz tam grać. Czy musisz?

Aktor podniósł na niego wzrok nie rozumiejąc.

– Czy jeśli nie zagrasz w tym filmie, twoja kariera jako aktora się skończy?

– Nie sądzę…

– Czy stoisz na granicy bankructwa, żebyś musiał brać każdą zaproponowana ci rolę?

– Nie…

– Czy twoim marzeniem jest wyjść na międzynarodowe rynki i być rozpoznawanym na całym świecie?

– Nie, zdecydowanie nie. Chcę grać w filmach, które będą przynosiły mi frajdę.

– Więc zrezygnuj.

Andrzej miał wrażenie, że widzi całą gamę emocji i uczuć na twarzy młodego aktora. Patrząc na nią nie mógł oprzeć się myśli, że Dominik jest bardzo samotny i nie ma absolutnie nikogo, poza Marczakiem, kogo mógłby poprosić o radę.

Było w tym coś smutnego, coś, co ponownie szarpnęło sercem fotografa.

– A zrobisz mi nowe portfolio? – zapytał po chwili zastanowienia Śliwiński.

– Zrobię ci je i tak. Sesja zdjęciowa Dominika Śliwińskiego to szansa dla każdego fotografa.

Aktor uśmiechnął się promiennie a Andrzej poczuł, jak po jego sercu rozchodzi się ciepło.

Co jest? – pomyślał.

Spędzanie czasu razem z Dominikiem było przyjemne. Nie wiedzieć czemu lubił jego towarzystwo. Lubił jego samego z całą jego delikatnością i pewną dozą naiwności. Lubił ten piękny uśmiech i oczy, które tak fantastycznie błyszczały, gdy w sercu Dominika pojawiały się radość i uniesienie. Ten uśmiech mógł skraść serce każdej kobiecie, a ona z rozkoszą oddałaby mu ciało i duszę. Czemu więc zamiast normalnego, zdrowego heteroseksualnego związku Śliwiński uwikłał się w romans ze swoim agentem?

– Chcesz mnie o coś spytać? – Dominik uśmiechnął się przekrzywiając lekko głowę.

– Wybacz, to zbyt osobiste pytanie…

– Jeśli będzie zbyt osobiste, to na nie nie odpowiem. Zgoda?

Nowicki czuł się skrępowany, ale mimo wszystko ciekawość była w nim silniejsza.

– Miałeś kiedyś dziewczynę?

– Nie. Właściwie nie – pokrył się rumieńcem.

– Dlaczego? Nie pociągają cię?

– Kobiety mnie przerażają. Kiedy z nimi jestem mam wrażenie, ze pragną tylko moich pieniędzy i sławy. Wszystkie są takie odważne i przebojowe, i ciągle chcą, żeby obdarzać je całą uwagą.

– Tak było nawet zanim zostałeś aktorem?

– Wtedy byłem tylko nastolatkiem, ale chłopcy byli dla nich tylko na pokaz. Dziewczyny potrafiły być zaborcze i okrutne dla słabszych koleżanek. To było takie barbarzyńskie.

– Chyba trochę muszę się z tobą zgodzić – Andrzej uśmiechnął się do wspomnień. – Sam nie wiem, jak mogłem spotykać się z niektórymi z nich. Ale nie wszystkie są takie złe. Dużo zyskują kiedy są starsze. Nie masz żadnej kobiety jako przyjaciółki?

– Nie.

– Chyba w ogóle nie masz wielu przyjaciół?

– Nie lubię ludzi – przyznał.

– Naprawdę? – To wyznanie zaskoczyło Nowickiego. Dominik sprawiał tak miłe i ciepłe wrażenie, że jego deklaracja była wręcz niewiarygodna. Po za tym odkąd się poznali był wobec niego bardzo towarzyski. – Dlaczego?

– Ludzie są strasznie powierzchowni. Żyją tylko plotkami i skandalami. Nie obchodzi ich, jakie szkody wyrządzają ich języki. Myślą tylko o tym, żeby sprawić sobie przyjemność. Znaleźć rozrywkę.

– Ale chyba nie wszyscy – Andrzej poczuł się dotknięty opinią, jaką o ludziach miał Dominik.

– Oczywiście, że nie. Ale tłum jest tylko rządny sensacji. Nie interesuje go, co czują inni.

– A chciałbyś, żeby wszyscy znali twoje uczucia?

– Chciałbym… Chciałbym nie musieć ich ukrywać…

Andrzej poczuł ucisk w dołku. Niby był już dwudziesty pierwszy wiek, ale wciąż istniały zakazane uczucia, uprzedzenia i nietolerancja. Dominik nie lubił ludzi, ponieważ się ich bał. Bał się, że kiedy pokarze prawdziwego siebie, zostanie odrzucony a wręcz społecznie zlinczowany. Dla kogoś o tak głębokiej wrażliwości sama myśl o podobnej ewentualności musiała być bardzo bolesna.

– Wiem, co masz na myśli – uśmiechnął się do Śliwińskiego ciepło, ze zrozumieniem i wsparciem.. – Ale nie możesz zamykać się przed wszystkimi, bo w końcu zostaniesz sam.

– Nie jestem sam! Mam…

Czy chciał powiedzieć: „Mam Marka?” Czy naprawdę żadne inne imię nie przychodziło mu do głowy? Śliwiński naprawdę nie miał nikogo innego? Jak to w ogóle możliwe, by ktoś tak ładny i popularny był aż tak osamotniony?

– Pamiętasz, jak mówiłem ci o mojej koleżance ze szkoły i jej restauracji? Zapraszam cię tam na lunch.

– Co?

– Poznasz nowych, miłych ludzi. Takich, którym nie zależy na twojej sławie.

– Właściwie…

– Żadnych wymówek. Jeżeli mam ci zrobić portfolio, muszę zobaczyć się w różnych sytuacjach. Zresztą potrzebuję trochę świeżego powietrza i mam ogromną ochotę na gołąbki pani Zosi, a muszę cię mieć na oku, ergo – ty idziesz ze mną.

Dominik patrzył na niego chwilę całkowicie przytłoczony tym, co mówił Andrzej. Jego oczy były ogromne, jak oczy kota z pewnej animowanej bajki i równie urocze. Sprawiał wrażenie, jakby za chwilę chciał spierzchnąć, dlatego Nowicki zdziwił się, kiedy usłyszał:

– Dobrze.

Słowo było wypowiedziane cicho, ale dobitnie, jakby Śliwiński przekonywał nim sam siebie. Kto wie, może tak i było?

– Wpadnę po ciebie o trzynastej – Andrzej czuł się bardzo przyjemnie i lekko. – Dzięki za naleśniki – wstał – były naprawdę świetne. Ale zobaczysz, jak niezrównane są gołąbki pani Zosi. Mmm… prawdziwe niebo w gębie. Wpadnę do domu po samochód i wezmę w końcu porządny prysznic.

– Prysznic możesz brać u mnie…

– Hej, nie zapraszaj pierwszego lepszego mężczyzny do swojego domu, bo to się może źle dla ciebie skończyć.

– O ile sobie dobrze przypominam, dzisiaj zaprosiłem cię po raz pierwszy. Wcześniej sam się wprosiłeś – odparł w żartobliwym tonie.

– Może – przyznał przez chwilę czując zmieszanie.

Dominik zaśmiał się perliście. Było w tym śmiechu coś wyjątkowo pięknego i pociągającego.

– Czemu tak mi się przyglądasz? – zapytał wciąż rozbawiony.

No właśnie, czemu?

Andrzej nie potrafił znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. Jego myśli i język były całkowicie splątane, kiedy mówił:

– Pomyślałem, że wiem już, dlaczego jesteś taki popularny wśród kobiet. Powinieneś śmiać się częściej.

Nie wiedzieć czemu Dominik zarumienił się i odwrócił wzrok.

– Tak czy owak – mówił Andrzej zmieniając temat – będę o trzynastej. Postaraj się do tego czasu nie wpaść w kłopoty.

To miał być żart wypowiedziany, żeby pożegnać się w wesołej atmosferze. Chyba jednak nie do końca wyszedł.

– Postaram się – obiecał stanowczo nie podnosząc wzroku.

Nowicki poczuł ciężar dziwaczności tej chwili.

– No to ja już pójdę. Do zobaczenia.

– Tak. Do zobaczenia.

Andrzej opuścił dom Śliwińskiego i uśmiechnął się do siebie. Słońce świeciło jasno zapowiadając kolejny dzień upałów, ale fotograf musiał przyznać, że uśmiech Dominika grzał intensywniej. Aktor był jednym z tych nielicznych ludzi, których wewnętrzne światło było tak silne, że dotykało także otoczenie. Było ono bardzo przyjemne i Andrzej stwierdził, iż jest szczęściarzem, że poznał tego człowieka.