„Honor paparazzi” Rozdział 4 cz. 2 (tylko dla czytelników pełnoletnich)

– Obiecuję, że nikomu nie powiem.

Zaśmiał się nerwowo, krótko.

– Dzięki.

Wyglądało na to, że trochę się rozluźnił. Jego oczy wciąż pozostawały wilgotne, ale usta potrafiły już ułożyć się w niepewny uśmiech.

– Przepraszam, że musiał być pan świadkiem tego wszystkiego. Zwykle Marek nie posuwa się tak daleko, ale dzisiaj… Powiedziałem mu, że na jakiś czas chcę, żeby nasze kontakty pozostały czysto zawodowe. Chyba nie spodobał mu się ten pomysł.

– Więc to dlatego, że zrobiłem te zdjęcia…?

– Nie całkiem – Śliwiński pokręcił głową patrząc w swój kubek. – Miał pan rację, że powinienem być ostrożniejszy. To nie tak, że chcę żyć w tajemnicy i kłamstwie, ale nie jestem jeszcze gotów stawić czoła uprzedzeniom społecznym. Nie powiedziałem nawet rodzicom, więc gdyby się dowiedzieli z mediów… Ale Marek…

Zamknął oczy. Nie potrafił ukryć bólu, który odczuwał.

– Jeżeli chodzi o te zdjęcia, zwrócę panu pieniądze.

– Co? Nie! – zaoponował gwałtownie. – Jestem wdzięczny, że mi je pan sprzedał! Niech pan zatrzyma pieniądze, proszę!

– Ale…

– Proszę!

Z jaką intensywnością wpatrywały się w niego te akwamarynowe oczy! Andrzej miał wrażenie, że patrzy na żebrzące o pieszczotę kociątko. Co za absurdalne skojarzenie, pomyślał czując na plecach dreszcz.

– Porozmawiamy o tym innym razem – ustąpił połowicznie. – Niech pan wypije herbatę póki jest ciepła.

– Ach tak, dziękuję.

Jaki on jest grzeczny i uprzejmy. To wręcz nienaturalne. Ale na swój sposób słodkie. Cholera, dlaczego zaczynam myśleć o nim w ten sposób?

Gorący napój zarumienił policzki aktora. W świetle wieczora Andrzej dostrzegł, że jego powieki stały się ciężkie. Śliwiński naprawdę był zmęczony tak emocjonalnie jak i fizycznie.

– Powinien pan się przespać – oznajmił Nowicki wyciągając rękę po kubek. – Proszę się niczym nie przejmować i po prostu odpocząć. W razie czego będę na dole.

– Dominik.

– Słucham?

– Może pan do mnie mówić po imieniu, panie… Nowicki?

– W porządku, Dominiku, jestem Andrzej.

Uśmiechnął się. Zmęczenie było coraz bardziej widoczne w jego twarzy i ociężałych ruchach.

– Czuj się jak u siebie, Andrzeju.

– W porządku. Dobranoc, Dominiku. Gdybyś potrzebował czegokolwiek, po prostu zawołaj. Dobrze?

– Dobrze.

Andrzej wyszedł z jego sypialni czując bolesne ukłucie w sercu. Jak straszliwie samotnym musi być Dominik Śliwiński jeśli po takich traumatycznych przeżyciach nie ma przyjaciela, do którego chciałby zadzwonić. Jak desperacko potrzebuje kogokolwiek, skoro pozwala mężczyźnie, który go szantażował bezkarnie panoszyć się po jego domu i czuć się jak u siebie. Jak rozpaczliwie potrzebuje bliskości, skoro przechodzi na imię z kimś, kogo powinien nie znosić.

Nowicki wszedł do salonu i spojrzał na miejsce, gdzie wydarzyła się napaść. W swojej wyobraźni odtworzył całą scenę i zacisnął zęby. Na podłodze leżały rozsypane czasopisma i roztrzaskany stolik do kawy, które nikły w zapadającym zmierzchu.

To są dowody przestępstwa, pomyślał. Powinny pozostać takie, jakie są do przyjazdu policji. Policja pewnie jednak nie zostanie wezwana, a widok pobojowiska tylko zrani Dominika, kiedy ten wstanie rano. Chłopak przeżył już dość. Po co przywoływać drastyczne wspomnienia?

Nigdy jednak nie wiadomo, czy kiedyś nie przyda się jakiś dowód tego zajścia. Andrzej wstawił kubki do zlewu i wrócił do salonu. Wydobył swój telefon i zrobił kilka zdjęć. Następnie zasłonił rolety w oknach, przekręcił zamek, zapalił światło i wykonał jeszcze kilka fotografii. Potem zabrał się za sprzątanie.

Tutaj Dominik upadł ramieniem. Musiało boleć. Jego plecy uderzyły o kant stolika – to cud, że trzasnął mebel a nie kręgosłup. Tutaj Marczak przygniótł go do ziemi. Na panelach widniały dwie krople krwi.

Jakie to okrutnie! Jakie podłe!

Andrzej uprzątnął wszystkie szczątki mebla w worek na śmieci. Czasopisma zebrał i złożył na kupkę na komodzie. Zabrał z kuchni miedniczkę z wodą oraz ściereczkę i na kolanach starł z paneli krew.

Kiedy skończył, zgasił światło i usiadł na kanapie, na której widział dwóch mężczyzn uprawiających seks. To było dziwne doświadczenie, ale mebel był absolutnie czysty i pachnący, jakby przed chwilą przyjechał z fabryki. Andrzej nie miał zamiaru spać tej nocy. Nie tylko był poruszony całym zajściem, ale cały czas martwił się o Śliwińskiego. Nie był ani trochę senny, ale nie chciał włączać telewizora, naprzeciwko którego siedział. Bał się, że mógłby przez niego nie usłyszeć dochodzącego z góry głosu.

Rozparł się wygodnie na kanapie i wbił oczy w sufit.

Był gotów zareagować na każde wezwanie.

*

Obudził się nerwowo i dostrzegł nad sobą jakąś postać. Zajęło mu jedną i dwie dziesiąte sekundy, by w świetle dochodzącym z kuchni rozpoznać Śliwińskiego. Aktor pochylał się nad nim i okrywał go kocem.

– Dominik? – zapytał zdziwiony. – Co ty tutaj robisz?

– Przepraszam, nie chciałem cię obudzić…

– Nie o to chodzi. Coś się stało?

– Nie. Obudziłem się i nie mogłem ponownie zasnąć, więc zszedłem po wodę. Noce są chłodne, więc pomyślałem, że nakryję cię kocem.

– Dzięki.

Andrzej był już całkowicie rozbudzony. Zauważył, że Dominik się przebrał. Teraz miał na sobie ciemnoszary T-shirt i piżamowe spodnie w drobną kratę.

– Więc nie możesz spać, tak?

– Mhm.

– Chcesz pooglądać telewizję?

Przez chwilę rozważał propozycję, ale cokolwiek stanowiło argument przeciw przegrało z pragnieniem ludzkiego towarzystwa.

– Chcę.

Nowicki przesunął się na kanapie robiąc dla niego miejsce i Dominik usadowił się obok niego podciągając kolana pod brodę. Pilotem włączył telewizor i zaczęli wybierać programy.

– Co chcesz obejrzeć? – zapytał Śliwiński patrząc w ekran.

– Nie wiem, co leci. Rzadko oglądam telewizję.

– Ja też – przyznał i zmienił kanał.

– Może puszczają gdzieś jakieś komedie?

Aktor skinął głową. Wybrał kanał i po chwili zobaczyli znajome sylwetki dwóch starszych mężczyzn stojących przy płocie i kłócących się z nadbużańskim akcentem.

– Może być? – zapytał Dominik.

– Idealnie.

Aktor położył pilota między nimi i ułożył podbródek na kolanach.

Andrzej lubił „Samych swoich”. Uważał ten film za jedną z najlepszych komedii, jakie powstały. Obejrzał ją dziesiątki razy a mimo to wciąż go śmieszyła. Dzisiaj jednak poświęcał filmowi tylko część swojej uwagi. Pozostałą skupił na siedzącym obok mężczyźnie.

Młody aktor był blady, albo tylko poświata czarnobiałego filmu sprawiała, że odnosił takie wrażenie. Był szczupły i chociaż jego sylwetka była ładnie wyrzeźbiona ćwiczeniami, dzisiaj wydawał się bardziej kruchy niż grane przez niego postaci, które nadrabiały animuszem i brawurą. Miał naprawdę pociągający profil, gdzie harmonijnie łączyły się niemal kobiece delikatność i piękno z męską siłą i stanowczością. Lewa, rozcięta pięścią warga sprawiała wrażenie krwawej niezapominajki.

Dominik zaśmiał się z jakiejś zabawniejszej sceny, trochę niepewnie i nieśmiało, ale wyglądało na to, że komedia zrobiła swoje. Andrzej przypomniał sobie, że i on powinien zareagować, więc też się zaśmiał, chociaż niezbyt szczerze.

Marczak jest nieobliczalny, pomyślał z niepokojem. A co, jeśli jeszcze raz zaatakuje Dominika? Jest od niego ze dwa razy większy i silniejszy, chłopak nie będzie miał szans. Cholera! Jeszcze tego mu brakowało, najpierw sępy, teraz wilki.

Z jakiegoś powodu myśl, że Dominik jest całkowicie bezbronny i odsłonięty na ciosy sprawiła, że Andrzej poczuł w piersiach ból. Krzywdzenie Śliwińskiego było proste jak odebranie dziecku cukierka i tak samo podłe. Czy Dominik ma kogoś, kogokolwiek, by mógł go obronić?

Pewnie myślał, że ma, dopóki nie został przez tę osobę zdradzony.

Andrzej niewiele znał plotek o Śliwińskim. O jego prawdziwym życiu wiedział tylko tyle, co udało mu się zaobserwować przez te wszystkie dni. Chłopak nie prowadził bujnego, towarzyskiego życia prawie nie wychodząc z domu. Nikt go też nie odwiedzał poza Marczakiem. Nie siedział godzinami w Internecie ani nie wisiał na linii telefonicznej. Rano ćwiczył na swoim atlasie, potem brał prysznic i jadł lekkie śniadanie. Po nim zabierał się za czytanie książek albo scenariuszy. Przed samym południem wychodził na zakupy następnie robił w domu drobne porządki. Gotował sobie obiad a po jego zjedzeniu znowu zabierał się za lekturę. Czasem przez godzinę czy dwie studiował jakieś nagrania, prawdopodobnie żeby poprawić swoje umiejętności aktorskie. Cały ten czas, nie licząc wizyt Marczaka, był całkiem sam.

Nowicki zorientował się, że lecą już napisy końcowe. Poprawił się na kanapie i spojrzał na Śliwińskiego. Młody mężczyzna spał z głową przechyloną na lewe ramię. Wyglądał tak niewinnie i delikatnie, że Andrzej całym sercem poczuł pragnienie, aby go ochronić.

Może i byli całkiem sobie obcy, ale wyglądało na to, że Dominik nie ma nikogo innego.

***

Ciąg dalszy nastąpi…