„Honor paparazzi” Rozdział 4 cz. 1

Rozdział 4

Andrzej miał już dość pieniędzy, żeby spłacić dług i rzucić pracę, ale wolał nie zmieniać tak szybko i tak radykalnie swojego życia. Ludzie mogli zacząć się zastanawiać, skąd ma pieniądze. Co prawda wciąż przekonywał siebie, że zdobył je jak najbardziej legalnie, ale inni mogli tego tak nie widzieć. Poza tym przy okazji mogło się wydać, jakie zdjęcia kosztowały tyle, że pozwoliły mu tak całkiem zmienić życie, a to doprowadziłoby do ujawnienia sekretu Śliwińskiego. Andrzej wziął od niego pieniądze nie po to, żeby przez przypadek doprowadzić do jego upadku.

Zdecydowanie jednak nie miał ochoty pracować dla swojej gazety ani chwili dłużej. Robienie za paparazzi uwłaczało jego godności co było doskonałą wymówką, żeby rzucić robotę. Wszyscy wiedzieli, że jego los w redakcji i tak jest niepewny, więc dla nikogo nie będzie zaskoczeniem jeśli po prostu powie, że rzuca to wszystko w diabły.

Z takim nastawieniem i aroganckim uśmiechem na twarzy wszedł do redakcji.

Nie lubił niemal wszystkich, którzy tu pracowali. Wyjątkiem była Marlenka, dziewczyna na stażu, która nie przesiąkła jeszcze koszmarnym odorem plotkarstwa. Serdecznie jej życzył, żeby nie dostała tutaj etatu. Była zbyt miła i zbyt wrażliwa, żeby zmarnować się w brukowcu.

– Dzień dobry – zawołała do niego radośnie jak tylko pokazał się w drzwiach. Redakcyjni koledzy spojrzeli na niego wilkiem.

– Cześć, Marlenka. Co słychać?

– Masz jakieś nowe zdjęcia Śliwińskiego?

Jej ekscytacja wydała mu się trochę podejrzana.

– Może. A co, jesteś fanką?

– Jest śliczny – rozpromieniła się – ale nie o to chodzi. Chodzą słuchy, że Henri Baptiste chce kręcić w Polsce romans historyczny i nazwisko Śliwińskiego pojawia się najczęściej jako kandydata do głównej roli męskiej. A to by znaczyło…

Nowicki doskonale wiedział, co, więc na chwilę przestał jej słuchać. Media rzucą się teraz na chłopaka jak wygłodniałe sępy wiedząc, jak chodliwym będzie towarem. I to nie tylko krajowe. Nazwisko Dominik Śliwiński nie było całkiem nieznane w Europie, ale jeśli Baptiste naprawdę rozważa go jako głównego aktora swojego filmu węszyć wokół młodego mężczyzny zacznie cały kontynent.

Ale to już nie moja sprawa, pomyślał Andrzej wracając do swojego dobrego nastroju. Niech się dzieciak sam martwi o siebie.

– Szef jest u siebie? – spytał podekscytowaną dziewczynę.

– Acha. I czeka na dobre wieści od ciebie. Po twoim uśmiechu wnioskuję, że masz dla niego coś ciekawego.

– Zgadza się, nie wiem tylko, czy czegoś takiego się spodziewa – mrugnął do niej i ruszył w kierunku gabinetu szefa.

Zapukał do szklanych, cienkich drzwi i wszedł nie czekając na zaproszenie.

– Przepraszam…

– Nowicki, dobrze, że jesteś. Pokaż, co masz na Śliwińskiego.

– Nie mam nic. Chłopak jest tak nudny, że były to najdłuższe i najnudniejsze dni mojego życia – przynajmniej te zanim pojawił się Marczak.

– Gówno prawda – warknął naczelny. – Każdy ma jakieś brudy, tylko ty nie umiesz ich znaleźć.

– Słuchaj, przez te wszystkie dni prawie nie ruszał się z domu, wychodził tylko do spożywczaka albo na krótkie spacery. Prowadzi tak nudne życie, że gdyby to się wydało, nikt nie chciałby o nim czytać.

– Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zdrowy młody mężczyzna nie przygruchał sobie żadnej panienki. Nie bierz mnie za takiego naiwniaka.

– Panienki? Daj spokój. Żadnej gwiazdeczki, żadnej przelotnie poznanej osóbki ani dziwki. Do licha, on sam sprząta swój dom.

– Naprawdę? – zainteresowanie w głosie redaktora wydało się Andrzejowi co najmniej dziwne.

– Tak. Chyba traktuje to jako sposób na zabicie czasu.

– Masz zdjęcia?

– Chcesz mi powiedzieć, że jesteście aż tak zdesperowani, żeby publikować zdjęcia faceta w gospodarczym fartuszku?

– A miał na sobie fartuszek?

– Nie o to chodzi! Do licha, czemu się na niego uwzięliście?

– Nowicki, Nowicki, dorośnij wreszcie. Ludzi zawsze ciekawiło prywatne życie innych, zwłaszcza tych, którzy są sławni. Jeśli pokażemy, że Śliwiński sam sprząta swój dom, pojawią się pytania, dlaczego? Nie stać go na sprzątaczkę a może im nie ufa? Może ma nerwicę natręctw albo przynajmniej świra na punkcie porządku? Pomyśl, wystarczy jedno zdanie poparte zdjęciem a nakręca się już cała sieć dyskusji w artykułach. Dlatego pytam, masz jego zdjęcie jak sprząta swój dom?

– Mam – przyznał. Był zbyt zaskoczony by zareagować sprzeciwem.

– Pokaż.

– E… prześlę ci je na maila.

– Dom mamy do końca miesiąca, więc masz siedzieć na dupie i obserwować Śliwińskiego. Muszę mieć zdjęcia każdej jego podejrzanej aktywności zanim zdobędzie je konkurencja. Jesteś gotów do tego prostego zadania, czy mam je powierzyć komuś innemu? Wierz mi, na twoje miejsce czekają dziesiątki innych.

– Wiem – warknął. – Zrobię to. Będę go obserwował do końca miesiąca. I nie.

– Co nie?

– Nie nosi fartuszka.

– Prześlij mi te zdjęcia i nie wyłaź z tego domu dopóki nie będziesz miał czegoś naprawdę dobrego.

– Już to widzę przy tym nudziarzu.

– Oby, bo jak nie, to ja nie widzę tutaj przyszłości dla ciebie.

Andrzej wyszedł rozzłoszczony powstrzymując się przez trzaśnięciem drzwiami. Przecież poszedł tam rzucić tę podłą robotę, jak to się stało, że zamiast tego znowu skończy jako podglądacz?

Cholera, zaklął w myślach. Dlaczego oni wszyscy tak się uwzięli na tego chłopaka? Czemu nie pozwolą mu po prostu żyć? Cena popularności naprawdę musi być taka wysoka?

Nowicki nawet nie zauważył, kiedy opuszczał pociąg na odpowiedniej stacji. Nogi same poniosły go we właściwe miejsce. Złość trochę mu przeszła, ale zły humor pozostał.

Co ja tutaj robię, pomyślał. Przecież dzisiaj miał być mój ostatni dzień w pracy. Nie ma żadnego powodu, żebym miał spędzać chociaż jedną jeszcze godzinę obserwując Śliwińskiego. Nie odkryję niczego bardziej sensacyjnego niż jego romans z menagerem, a przecież postanowiłem już, że nie wykorzystam tych informacji w wydawnictwie. Więc po co do licha wracam do tego domu?

A jednak był już na miejscu i ponownie rozstawiał statyw i montował na nim aparat. Zerknął w stronę sąsiednich okien ale nigdzie nie dostrzegł aktora. Może to i dobrze, bo nie był pewien, czy chce na niego patrzeć. Z jego udziałem widział może ze dwa filmy i nigdy nie zwracał uwagi na jego kreację więc zdecydowanie nie należał do grona jego fanów, a po tej całej akcji ze sprzedażą mu zdjęć Andrzej czuł się niezręcznie będąc w jego pobliżu. Nie, żeby miał wyrzuty sumienia czy coś w tym stylu, po prostu to było dziwne i niepotrzebne. Przecież wiedział, że nie zrobi żadnych nowych zdjęć – chyba że Śliwińskiego przy zmywaniu naczyń.

A skoro już przy pracach domowych były jego myśli, Nowicki przysiadł i wyjął laptop. Trzeba było wybrać jakieś nudne fotki jak Śliwiński ściera kurze i przesłać je do redakcji. Czy naprawdę coś tak beznadziejnego mogło pociągać ludzi?

Ponieważ to były jego zdjęcia, Andrzej postanowił, że mimo wszystko prześle jakieś porządnej jakości, na którym aktor będzie prezentował się całkiem przyzwoicie. Do licha, nie było nic niezwykłego w tym, że facet sam sprząta swoje mieszkanie. Robienie z tego materiału do artykułu prasowego było trochę bez sensu, ale skoro zdjęcia Dominika Śliwińskiego ze ściereczką w ręku są lepsze niż żadne, Nowicki mógł się postarać, by były one naprawdę dobre. Przeglądając te, które zrobił pierwszego dnia stwierdził, że nawet w najbardziej codziennym stroju, nawet w gumowych rękawiczkach na rękach i z przeciw kurzowym sprayem w dłoni aktor prezentuje się ze specjalnym wdziękiem. Zdecydowanie był miły dla oka.

W porządku, wybrane przez Andrzeja zdjęcia powinny się spodobać nie tylko redaktorowi, ale i czytelniczkom. Nie zwlekając wysłał maila, zamknął laptopa i spojrzał w sąsiednie okna.

Śliwiński był już na widoku i prowadził całkiem ożywioną rozmowę przez telefon. Ponieważ aktor przez wszystkie dni obserwacji był bardzo spokojny i nawet szantaż na długo nie wyprowadził go z równowagi, to zachowanie było raczej zagadkowe. Bardziej z czystej ludzkiej ciekawości niż instynktu reporterskiego Nowicki zaczął go baczniej obserwować, ale ten zdążył już zakończyć rozmowę.

Po telefonie, który wykonał, Śliwiński wydał się Andrzejowi wyjątkowo zdenerwowany. Fotografa zaciekawiło, z kim rozmawiał młody aktor, ale nie miał sposobu by to sprawdzić. Ktokolwiek to nie był, sprawił, że Śliwiński zaczął chodzić po swoim salonie w tę i z powrotem co chwilę spoglądając w stronę drzwi.

Acha, więc na kogoś czeka. Ciekawe, na kogo?

Na kochanka? Przebiegło przez myśl Andrzeja gdy ustawiał ostrość w aparacie. Jego serce nie wiedzieć czemu zaczęło szybciej bić. Śliwiński został ostrzeżony, że musi być bardziej ostrożny. Przecież wie, że jego prywatność nie jest bezpieczna nawet w jego własnym domu.

Snucie domysłów pozwalało zabić czas, ale nic ponadto.

Przez młode tuje Andrzej rozpoznał podjeżdżający srebrny samochód. Więc jednak kochanek, uśmiechnął się krzywo. Niektórzy po prostu nie uczą się na własnych błędach. W jego głowie zrodziło się przewrotne postanowienie, że jeśli Śliwiński jeszcze raz da się przyłapać na seksie z facetem, znowu będzie musiał zapłacić.

Marczak wszedł przez furtkę i nie musiał nawet czekać na otwarcie drzwi, bo Śliwiński otworzył je natychmiast gdy dostrzegł zajeżdżający samochód. Wpuścił swojego menagera do środka i od razu rozpoczął rozmowę.

Andrzej dałby wiele, żeby usłyszeć jego słowa, bo po twarzach, gestykulacji i dziwnym napięciu unoszącym się w powietrzu domyślał się, że nie jest to wyznanie miłosne. Czyżby sprzeczka kochanków?

Możliwe. Nawet prawdopodobne.

Śliwiński był zdenerwowany, mówił coś gorączkowo unikając wzroku kochanka. Marczak podszedł do niego szybko i chwycił za ramiona. Przyłożył swoje usta do jego ust. Najwyraźniej nie chciał słuchać, albo zamierzał użyć własnych argumentów. Aktor odepchnął go i cofnął dwa kroki. To się nie spodobało Marczakowi. Szybko do niego podszedł i wymierzył cios pięścią w jego twarz.

– O cholera! – wykrzyknął zaskoczony Andrzej patrząc, jak Śliwiński rzucony siłą uderzenia roztrzaskuje swoim ciałem stolik od kawy.

Śliwiński był oszołomiony. Próbował się podnieść, ale ręka ugięła się pod nim. Siła uderzenia musiała nieźle wstrząsnąć jego ciałem. Tymczasem Marczak pochylił się nad nim, chwycił za nadgarstek i szarpnął do góry. Był silny. Aktor krzyknął, ale jego ciało było już podniesione a ręka boleśnie wykręcona do tyłu. Andrzej widział wyraźnie w jego twarzy i oczach ból oraz przerażenie.

Zaraz, zaraz, chyba nie dzieje się tam to, co Andrzej podejrzewa, że się dzieje?

Ściągnięty ze szczątków stolika Śliwiński z krwią na ustach został rzucony na kolana. Mając wykręconą rękę nie mógł się bronić. Marczak pchnął go mocniej i aktor wylądował na twarzy. Druga ręka menagera powędrowała do jego pasa.

*

Ciąg dalszy nastąpi…

Lub już dzisiaj do kupienia na:

https://beezar.pl/ksiazki/honor-paparazzi