„Honor paparazzi” Rozdział 3 (tylko dla czytelników pełnoletnich)

Rozdział 3

Kupienie dwóch starterów było niczym, w telefony musiał jednak nieco zainwestować. Co prawda wybrał najprostsze i najtańsze modele, ale jego kieszeń przed wypłatą poczuła nieprzyjemną lekkość. Nie mniej Andrzej był całkowicie przekonany do swojego prostego lecz genialnego planu i jego powodzenia.

Zakup telefonów był krokiem pierwszym.

Drugim było odpowiednie przygotowanie zdjęcia.

Andrzej wybrał jedno z lepszych, wyraźnie pokazujących akt penetracji i twarze, po czym w programie do obróbki zdjęć wymazał wszelkie znaki umożliwiające identyfikację któregokolwiek z partnerów. Tylko ktoś, kto uczestniczył w akcie lub był jego świadkiem rozpozna, kto jest na fotografii. Wydruk przygotował na swojej własnej drukarce, tak samo jak krótki tekst: „Wiem, co robiłeś wczoraj po południu. Przygotuj dwadzieścia tysięcy złotych. Czekaj na dalsze instrukcje.” Przez chwilę zastanawiał się, czy nie dopisać: „Nie zawiadamiaj policji” ale wydało mu się to całkowicie zbędne. Nie było opcji, żeby Śliwiński poinformował władze. Co prawda Polska to nie Ameryka i gaże aktorów były nieporównywalnie niższe, ale dwadzieścia tysięcy stanowiło bardzo niewygórowaną cenę za nieujawnianie tak wstydliwego sekretu.

Co do tej kwoty, Andrzej myślał nad nią bardzo długo. Za te pieniądze nie kupi się nawet samochodu, ale Nowickiemu nie chodziło o nowe auto, tylko o wolność. Żeby spłacić kredyt potrzebował dziesięciu tysięcy, drugie tyle na założenie swojego własnego studio. Jasne, nie zaszkodziłoby mu mieć więcej forsy, mógłby wtedy kupić lepszy sprzęt albo wynająć lokal w naprawdę dobrej lokalizacji, ale wyższa kwota mogła wywołać większą nerwowość Śliwińskiego. Andrzej uznał, że sumę dwudziestu tysięcy będzie mógł uzyskać bez większych problemów. Każde pisemko zapłaciłoby mu za jedno z jego zdjęć tyle, a nawet więcej, bez mrugnięcia okiem. Dwadzieścia tysięcy to niewielka cena za uratowanie swojej kariery.

Plan Andrzeja był prosty i dlatego genialny. Znał już nawyki i harmonogram zajęć młodego aktora, postanowił więc zapakować zdjęcie, list i telefon do koperty i kiedy Śliwińskiego nie będzie, podrzucić ją do jego skrzynki na listy. Sam wróci do domu, z którego prowadził obserwację by sprawdzić jego reakcję. Wszystko będzie widział jak na dłoni i kiedy Śliwiński odpowiednio się pokisi w niepewności i strachu, wyda mu instrukcje. Cały czas będzie wiedział, czy aktor czegoś nie knuje dzięki przyczajeniu w pustostanie. W ten sposób plan przebiegnie dokładnie zgodnie z jego przewidywaniami.

Zadowolony z siebie Andrzej zabrał się do pracy.

Tym razem na miejsce wybrał się pociągiem szybkich kolei. Co prawda o tej porze na stacjach nie było dużo ludzi więc nie zginie w tłumie, ale nie chciał ryzykować pokazania tam swojego samochodu. Nie musiał dzisiaj śledzić Śliwińskiego i nawet nie zamierzał tego robić poza jego domem, więc wolał nie pokazywać po raz kolejny tego samego samochodu, żeby komuś nie zapadł w pamięć. Andrzej ubrał się najbardziej pospolicie jak potrafił, wziął ze sobą niewielką torbę podróżną i ruszył w kierunku stacji.

Chociaż szantaż jest wbrew prawu, Nowicki nie czuł się jak przestępca. Pieniądze, które chciał pozyskać zostały przez niego zarobione – był fotografem robienie zdjęć to jego praca, podobnie jak ich sprzedawanie. Uczciwszym wydało mu się odsprzedać je komuś, kto miałby z ich powodu kłopoty niż komuś, kto mógł te kłopoty wywołać. Zresztą to nie był nawet szantaż –  przecież nie groził nikomu, że opublikuje te zdjęcia jeśli nie dostanie pieniędzy. To raczej była zwykła transakcja handlowa. Jeśli ten klient nie zdecyduje się na zakup, zrobi to inny. Śliwiński miał szczęście, że dostał cenę zniżkową.

Dwie stacje, które oddzielały ich domy pociąg pokonał błyskawicznie i Andrzej opuścił swoją jednostkę jako jeden z nielicznych pasażerów. Jak przypuszczał, nie było tu wielu ludzi. Wola Grzybowska zawsze była spokojną i cichą dzielnicą i zapewne dlatego Śliwiński kupił sobie tutaj dom. Budynki nie stały zbyt gęsto, wszędzie było pełno zieleni i chociaż obcy zdarzali się tutaj raczej rzadko, nikt nie zwracał na nich uwagi. Jak by nie patrzeć to była Warszawa, gdzie ciągle pojawiali się nowi ludzie w poszukiwaniu stancji, pracy czy po prostu zwiedzając. Zresztą w tym mieście nie zwracało się uwagi nawet na swoich sąsiadów, co w obecnych okolicznościach było dla fotografa bardzo na rękę.

W uliczkę, w której mieszkał Śliwiński Andrzej wszedł jak gdyby nigdy nic. Co prawda serce biło mu mocno, ale bardziej z ekscytacji niż ze strachu. Przechodząc obok domu aktora włożył kopertę do jego skrzynki na listy. Poszedł dalej, ale nie skręcił od razu do swojej kryjówki. Przeszedł się jeszcze kawałek i dopiero później zawrócił. Ulokował się na swoim zwyczajnym stanowisku obserwacyjnym, ustawił statyw, zamontował aparat i czekał.

Śliwiński rzadko opuszczał dom. Wyglądało na to, że nie najlepiej znosi swoją popularność, zwykle więc wychodził na zakupy wczesnym przedpołudniem, kiedy dorośli byli już w pracy, dzieci grzecznie uczyły się w szkołach a emeryci wrócili już z kościołów i czekali w kolejkach do lekarza w swoich ulubionych przychodniach.

Dokładnie tak samo było i tym razem. Ubrany w szary T-shirt bez nadruku i modnie powycierane jeansy Śliwiński niosąc zakupy ze spożywczaka zatrzymał się przed skrzynką na listy i wyjął z niej brązową kopertę przygotowaną przez Andrzeja. Obejrzał ją uważnie ze wszystkich stron ale jedyne, co mógł na niej znaleźć to adres i nazwisko odbiorcy. Nowicki widział, jak aktor zastanawia się przez chwilę, co z nią zrobić i poczuł uczucie niepokoju, że może chcieć ją wyrzucić bez czytania zawartości. Śliwiński był jednak zainteresowany, bo trzymając przesyłkę w ręku wszedł na swoje podwórko i do domu.

Koperta wylądowała na stoliku w salonie a aktor udał się do kuchni żeby wypakować zakupy.

Andrzej poczuł przypływ frustracji. Nie pomyślał wcześniej, że Śliwiński może zignorować jego list albo przynajmniej odłożyć jego lekturę na później.

Oby nie na bardzo później, westchnął Nowicki. Jak będzie zwlekał do wieczora, zamkną mu banki i dzisiaj Andrzej nie zobaczy gotówki. Niech to diabli. Bo takiej kwoty z bankomatu raczej nie wypłaci.

Śliwiński nastawił wodę, wypakował zakupy i zaparzył kawę. Z kubkiem w ręku udał się do salonu, usiadł na kanapie w miejscu, gdzie wczoraj zabawiał się ze swoim menagerem i sięgnął po kopertę. Jeszcze raz obejrzał ją dookoła, chwilę ważył ja w dłoniach i zdecydował się ją otworzyć. Odstawił kubek i oderwał brzeg koperty. Pierwszym, co z niej wyjął, było zdjęcie.

Andrzej widział, jak jego twarz blednie i pojawia się na niej obraz paniki. Ręce młodego mężczyzny zaczęły się trząść i przez chwilę fotograf bał się, że sama perspektywa ujawnienia jego sekretu będzie dla Śliwińskiego zbyt ciężka do zniesienia. Aktor wziął się jednak w garść i jak na twardziela, którego grał w filmach przystało, sięgnął po drugą kartkę.

W jego oczach pojawił się strach, ale i determinacja. Spojrzał na wyjęty z koperty telefon jakby spodziewał się, że za chwilę zadzwoni, ale komórka milczała.

– Właśnie tak – powiedział cicho Andrzej. – Czekaj na instrukcje.

Śliwiński poderwał się z miejsca i wyciągnął własny telefon. Zaczął wybierać numer, ale się powstrzymał. Ręce znowu zaczęły mu drżeć i nagle Andrzej poczuł się jakoś dziwnie. To była przecież zwykła transakcja handlowa, żaden powód do paniki, tymczasem aktor wyglądał, jakby miał kłopoty z oddychaniem.

– Do diabła, chyba nie jest astmatykiem albo choruje na serce – mruknął z niepokojem Andrzej. To by było źle. To by było bardzo źle.

Nowicki postanowił przestać kisić Śliwińskiego i zadzwonił.

Aktor podskoczył słysząc obcy dzwonek. Niepewnie sięgnął po komórkę.

– Halo?

Andrzej po raz pierwszy usłyszał jego głos poza filmem – jego własny, nie postaci, którą grał. Śliwiński próbował utrzymać spokojny ton, ale obserwujący go fotograf wiedział, jakie jest to dla niego trudne. W końcu doskonale widział go przez okno.

Nowicki przyłożył chusteczkę do słuchawki i oznajmił.