„Honor paparazzi” Rozdział 2, cz. 2 (tylko dla czytelników pełnoletnich)

*

Zdjęcia, które dzisiaj zrobił, były dokładnie tym, czego Andrzej potrzebował. Taka sensacja podniesie sprzedaż każdego plotkarskiego pisma, a tego oczekiwał od niego redaktor naczelny. Podejmując obserwację Śliwińskiego fotograf nie miał pojęcia, że uda mu się zdobyć tak kompromitujące i cenne materiały. Wystarczyło pięć dni nudnego podglądactwa żeby znaleźć złotą kaczkę. Nieźle, naprawdę nieźle, pochwalił sam siebie, chociaż wiedział, że to był właściwie fuks. On tylko znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie żeby to wykorzystać.

Mając dokładnie to, co miał zdobyć, Andrzej spakował swoje rzeczy i wyniósł się z tego pachnącego budową domu. Mieszkanie tu nie było najgorsze, ale nie ma to jak własny, przytulny kąt na Pradze. Zapakował się więc w samochód i nie oglądając za siebie wyniósł z tego miejsca. Był zadowolony, nawet bardzo, mając w torbie przepustkę do dziesiątek tysięcy złotych i lepszego życia. Po prostu nie mógł się nie uśmiechać na myśl, że dzięki niej wyrwie się ze znienawidzonej pracy.

Jego skromna kawalerka na Pradze przywitała go znajomym ciepłem. Nie ma jak w domu, pomyślał rzucając torbę przy drzwiach. Powietrze było trochę nieświeże, w końcu nie było go tutaj kilka dób, więc nie bacząc, że na zewnątrz wciąż utrzymuje się upał, otworzył okno. Zaraz potem wypakował swojego laptopa, podłączył aparat i zaczął zgrywać zrobione w ciągu swojej obserwacji zdjęcia.

Większość z nich to były śmieci niewarte miejsca na dysku, z nimi upora się później, prawdziwe perły znajdowały się dopiero na końcu. Andrzej czuł rosnącą ekscytację czekając na ich pojawienie się w laptopie.

Zdjęcia robił bez przerwy nie kłopocząc się o ustawienia ostrości. Nie było na to czasu. Wiedział, że część z nich nie będzie się nadawała do użytku, ale wykonał ich tyle, że nawet jeden procent wystarczy. Nie mniej nie miał pojęcia, czy w tym procencie znajdzie się prawdziwa bonanza czy tylko samorodek. W związku z tym oczekiwanie na zgranie zdjęć na twardy dysk dłużyło mu się jak nigdy dotąd.

Nareszcie, pomyślał gdy system poinformował go o ukończeniu pracy. Szybko odnalazł te fotografie, o które mu chodziło i rozpoczął ich ogląd.

Zdjęcia były zaskakująco dobre, prawie wszystkie z nich. Andrzej bez problemu rozpoznawał oblicza i szczegóły anatomiczne obu mężczyzn. Dwie twarze z pierwszych stron gazet przyłapane infla granti na gejowskim seksie jak nic stanowiły apetizer dla długiej i głośnej historii medialnej. Jak dobrze pójdzie, teraz na okładkach pism znajdą się nie tylko ich twarze.

Sukces rozpierał serce Andrzeja utrzymując go w stanie ekscytacji. Teraz musiał tylko zdecydować, z którymi zdjęciami udać się do redaktora i jak rozegrać negocjacje płacowe. Niektóre z fotek wręcz się prosiły o niebotyczne premie.

Andrzej uważnie oglądał każde zdjęcie, które przykuło jego uwagę. Sprawdzał ile na nim widać i czego można się w nim doczytać. Każde z nich wywoływało w jego pamięci żywy obraz ruchu, niemych okrzyków i jęków, które wydobywały się z ust kochanków. Zdjęcia były dobre, wierne i bardzo wymowne. Nowicki sam był zaskoczony, jak żywo zatrzymały w miejscu czas. Miał wrażenie, że za chwilę ożyją na nowo przedstawiając scenę sprzed kilku godzin.

Upał sprawił, że koszula przylepiła mu się do ciała a w gardle ponownie poczuł suchość. Jak się nie mylił, powinien mieć w lodówce jeszcze ze dwie puszki browaru. Wstał od komputera i sięgnął po piwo. Chłodny napój przyjemnie ostudził jego ciało przywracając rześkość. Andrzej westchnął z zadowoleniem, wierzchnią stroną dłoni obtarł usta i wrócił do pracy.

Kolejne fotografie przemykały przed jego oczami wywołując nowe przebłyski wspomnień. Zdjęcia były dobre, cholernie dobre, można by rzec. Śliwiński naprawdę był fotogeniczny i seksowny – oczywiście dla kobiet. Ten temat, te zdjęcia sprzedadzą się rewelacyjnie. I tak na przykład to…

Andrzej patrzył na jedną z fotografii zaskoczony, że ją ma. Nie pamiętał kiedy i żeby w ogóle robił zbliżenie twarzy Śliwińskiego. Nie pamiętał, by sam zwrócił na nią uwagę wtedy, na bieżąco. Wszystko było tak szokujące, że większość, jeżeli nie wszystkie ze zdjęć wykonywał instynktownie. Być może też instynktownie, albo przez czysty przypadek, w tym momencie zrobił zbliżenie, na którym uwieczniły się nie nagie, splątane seksem ciała, a młodzieńcza, śliczna twarz Śliwińskiego pogrążonego w ekstazie.

To, co miał przed oczami, Nowicki mógł określić tylko jednym słowem – piękno.

Andrzej nie mógł oderwać oczu od twarzy na tym zdjęciu. Nigdy wcześniej nie widział czegoś równie uroczego, co przywoływałoby do jego serca najbardziej ciepłe i przyjemne emocje. Wyraz twarzy Dominika, jego błyszczące oczy i pełnia ekstazy były dziełem sztuki, którego nie sposób porównać z niczym innym. Żaden malarz nie uchwyci takiej chwili, żaden aktor nie będzie w stanie jej odegrać. W młodzieńczej, pięknej twarzy nie było nic poza prawdą ekstatycznej miłości.

Nigdy nie sądził, że jakikolwiek mężczyzna może być tak uroczy, tak śliczny. Delikatne rysy Dominika nadawały jego twarzy nieco kobiecy charakter, ale nie pozbawiały go męskości. Wilgotne, rozchylone usta były tak seksowne, że zapraszały do pocałunku. Skóra lśniła od potu nadając jej promienistego blasku. Nieco przydługie włosy w kolorze orzecha laskowego rozlewały się wokół twarzy złoto-brązową aureolą. To wszystko było jednak niczym wobec błyszczących, błękitnych jak akwamaryny oczu, w których malowała się ekstaza pierwszych męczenników.

Miał przed sobą ideał piękna.

Nie mogę sprzedać tego zdjęcia, pomyślał fotograf. Gdybym to zrobił, czułbym się jak profan jakiejś świętej relikwii. Ta twarz przedstawia istotę nieziemską, anioła, który stąpa pośród ludzi albo wręcz młodego boga.

Odezwała się w nim dusza artysty odmawiająca wykorzystywania dla niskich, materialnych pobudek czegoś, co jest najwyższą sztuką. Nie miał tu na myśli samego zdjęcia, ale to, co uwieczniło.

Andrzej byłby głupcem kłamiącym sam sobie, a przynajmniej czułby się w ten sposób, gdyby próbował przekonać sam siebie, że w tym momencie, na tym zdjęciu Śliwiński nie był najpiękniejszą z istot, jakie widział w swoim życiu.

– Cholera – zaklął na głos.

Ten dźwięk i samo słowo pozwoliły mu wrócić do rzeczywistości.

Nowicki miał około dwustu trzydziestu zdjęć całej sceny od momentu położenia przez Marczaka ręki na kolanie Śliwińskiego po rozstanie się kochanków. Około pięćdziesięciu z nich było cudownie kompromitującymi, gdzie dokładnie widać kto komu co robi. Te zdjęcia nie pozostawiały miejsca na domysły – jasno i wyraźnie wskazywały na seksualny związek między popularnym aktorem a jego menagerem. Właśnie na taką sensację liczył wydawca Nowickiego. Właśnie taka informacja nakręci sprzedaż ich pisma do niebotycznych nakładów a Andrzejowi przyniesie tyle pieniędzy, że będzie mógł zapomnieć o robocie dla plotkarskiego pisma i w końcu zająć się prawdziwą fotografią. Pięćdziesiąt zdjęć dających mu fortunę i jedno, na którego widok jego możne postanowienie by nikogo nie oszczędzać stajało.

Te zdjęcia uwolnią go od kredytu i pracy, której nienawidzi. Mało tego, zapewnią mu środki na całkiem nowy start. Dzięki nim będzie mógł na nowo rozpocząć swoje życie… rujnując przy tym karierę Śliwińskiego.

Andrzej nie miał wątpliwości, że w świecie, jaki jest teraz ujawnienie, że Śliwiński jest gejem pogrzebie karierę aktora na zawsze. Żadna zakochana w nim fanka nie wybaczy mu, że nie ma u niego szans. Żadna szanująca się pani domu nie zechce oglądać filmu, gdzie gej gra pożeracza kobiecych serc. Żegnajcie role bohaterów narodowych, świętych i amantów. Plotki, że do sławy doszedł przez łóżko ograbią go z pozostałych pierwszoplanowych ról. Gwiazda, która zabłysła szybko i jasno i dopiero zaczęła utwierdzać swoje miejsce na niebie zgaśnie błyskawicznie nie zostawiając po sobie nic. Śliwiński będzie skończony.

– Cholera! – zaklął ponownie i wstał od komputera. – Co mnie to, kurwa, obchodzi?!

Nic, powiedział sobie. Czy którąkolwiek z gwiazdeczek obchodzi los zwykłego, szarego człowieka? Czemu w takim razie on miałby przejmować się kimkolwiek? Ten świat to nie jest żadna idealistyczna utopia, to dżungla, gdzie walczy się o przetrwanie. Zjedz, albo zostań zjedzony – proste. Andrzej miał dość oleju w głowie, by to wiedzieć.

Zasiadł do komputera i uruchomił pocztę.

Wybrał nową wiadomość i adres swojego redaktora.

Okienko patrzyło na niego pustą stroną.

Palce Nowickiego nerwowo uderzały o klawiaturę nie wciskając żadnego przycisku.

– Cholera! – zaklął znowu z pełną pasją. Dlaczego nie może tego zrobić?

Za dużo wrażeń, uzmysłowił sobie i zamknął program pocztowy. Nie co dzień ogląda się takie sceny i nie co dzień trafia na żyłę złota. Musi odpocząć, przespać się z tematem i dopiero później powiadomi redaktora.

Najpierw jednak prysznic, który był dla niego absolutnie konieczny. Przepocone ubranie lepiło się do niego nieprzyjemnie, a upał i alkohol sprawiały, że czuł jakby jego ciało miało się rozpuścić. Mało mu własnych kłopotów? Musi jeszcze bez powodu zajmować się gdybaniem nad przyszłością zupełnie obcego sobie faceta?

Strumień zimnej wody sprawił, że natychmiast uleczył się z absurdalnych skrupułów.

Własne łóżko zamiast śpiwora w pustym domu przywitało go przyjemną wygodą. Z nocą przyszły chłody a ciało miał wyziębione prysznicem, więc nakrył się lekką kołdrą. Z jakiegoś jednak powodu sen nie chciał do niego nadejść. Przekręcał się z boku na bok nieustannie mając w pamięci wszystkie zdjęcia, które tego dnia zrobił Śliwińskiemu.

Dla Andrzeja było niewiarygodne i niedorzeczne, żeby jakikolwiek mężczyzna chciał odbywać stosunek z drugim. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż dotyk ciepłego, kobiecego ciała. Natura podzieliła gatunki na płci i obdarzyła pewnymi walorami nie dla samego procesu rozrodczego, ale też przyjemności, jaką daje sam akt seksualny i towarzyszące mu dodatkowe pieszczoty. Mężczyzna anatomicznie jest dostosowany do penetracji a nie do czynności przeciwnej. Pomyśleć, że jakikolwiek facet dobrowolnie wybierze kobiecą rolę podczas stosunku było absurdem, a jednak pełna ekstazy twarz Dominika mówiła, że nie jest to taka niedorzeczność. Czy może jest w tym akcie coś, o czym większość ludzi nie wie, jakaś nie tylko perwersyjna przyjemność, ale coś bardziej biologicznego? Albo po prostu… miłość? Ten chłopak miał twarz wypełnioną tym uczuciem. Wyglądał, jakby seks był dla niego tylko fizycznym odbiciem emocji.

Miłość? Czy to możliwe, by mężczyzna mógł takim uczuciem darzyć drugiego mężczyznę?

Absurd, a jednak twarz, którą uwiecznił na zdjęciu, te piękne, błyszczące i pełne ekstazy oczy nie mogły kłamać.

To w dużej mierze smutne, pomyślał Andrzej z głową ułożoną na poduszce, wciąż nie mogąc doczekać się na sen. Kochać kogoś tej samej płci to wystąpić przeciwko naturze i społecznym normom. Śliwiński powinien zapomnieć o sowim romansie i dla własnego dobra stać się porządnym heteroseksualnym facetem. Skandal związany z publikacją zdjęć powinien pomóc wrócić mu na właściwą drogę.

Ale może go też zniszczyć.

Do diabła z nim, do diabła!

Nie, nie mogę mu tego zrobić, myślał dalej Andrzej. Może i muszę pracować dla tego brukowca, ale nie jestem aż taką szmatą, żeby niszczyć komuś życie. Przecież media pożrą go żywcem, a ktoś o tak poetyckim wyrazie twarzy musi mieć wrażliwe serce. Kto wie, jak ciężko przeżyje skandal i związany z nim upadek. A jeśli w ogóle nie przeżyje?

Nowicki zadrżał. Przecież takie rzeczy się zdarzały – alkoholizm, narkotyki a nawet samobójstwa gwiazd, które upadły zbyt nisko, by móc się podnieść. Nie, Andrzej. nie mógł sobie pozwolić na obarczenie sumienia odpowiedzialnością za cudze życie albo nawet śmierć.

Cholera! Do diabła! Niech to szlag!

Nie mogę tego zrobić. Nie mogę sprzedać tych zdjęć. Ale nie chcę też na zawsze pracować w tym podłym miejscu tylko dlatego, że mam długi. Może nie pójdę ze zdjęciami publicznie, ale i tak mogę na nich zarobić.

Z szerokim uśmiechem na ustach i niewątpliwie błyskotliwym planem w głowie Andrzej w końcu mógł spokojnie zasnąć.

***

Ciąg dalszy nastąpi…