„Czas feniksa” Rozdział 5

Rozdział 5

Po wypisie ze szpitala, czyli dość wczesnym popołudniem, wsiedli w taksówkę i mieli pojechać prosto do nadmorskiego domu, w którym od dwóch miesięcy mieszkał Rafał. Wynajął go całkiem tanio od znajomego znajomego, ponieważ było poza sezonem i ilość pojawiających się turystów zmalała zdecydowanie. Lepiej było mieć stały miesięczny czynsz niż liczyć na łut szczęścia i wynajem domu na dwa weekendy w miesiącu.

To wszystko Rafał wyjaśnił Wiktorowi jeszcze w szpitalu, gdy czekali na podpisy lekarza i ordynatora. Czymś musieli zabić czas, a Wiktor nie był skory do rozmów. Dlatego mówił Rafał, stale przy tym monitorując jego reakcje.

Nie były najgorsze, doszedł do wniosku. Paplanina Rafała go nie interesowała, ale też nie przygnębiała i nie denerwowała. W jego przypadku obojętność była czymś pozytywnym.

Chcąc nie chcąc pisarz bywa psychologiem. W końcu jego postaci to też ludzie – bardziej lub mniej wiarygodni, ale zawsze jacyś. Zwykle, przynajmniej w przypadku Sokoła, nie powstawały z próżni. On czerpał je z rzeczywistości, z obserwacji zachowania ,miej lub bardziej przypadkowych osób, a potem przenosił je na karty książek.

Szymon, przynajmniej teraz, był typem poważnym i milczącym. Czego jednak mógł się spodziewać po kimś, kto dwadzieścia cztery godziny wcześniej targnął się na swoje życie? Fakt, że w ogóle chciał rozmawiać, a przynajmniej słuchać, był już powodem do zadowolenia.

– Pamiętasz miejsce, gdzie mnie wczoraj spotkałeś? – zapytał Wiktor gdy czekali na taksówkę. Na „ty” przeszli naturalnie już jakiś czas temu.

– Tak.

– Jedźmy najpierw tam.

– Tam? Po co?

– Nie przyjechałem tam autobusem. Na parkingu zostawiłem samochód i portfel.

– Eee, ok, to logiczne – przyznał. – Pod sklepem czy hotelem?

– Pod sklepem.

– W porządku, najpierw pojedziemy tam.

W taksówce nie rozmawiali. Wiktor patrzył w okno i nie sposób było odgadnąć jego myśli. Nie były jednak wesołe. Jego oczy stawały się ponure i ciemne. Może jednak powinien powiedzieć lekarzom, że to była próba samobójcza, zastanawiał się Rafał i jego twarz też sposępniała. Może wtedy nie wypuściliby go tak wcześnie albo skierowali na obserwację? To, co powiedział w szpitalu, że wierzy w wolną wolę człowieka, to była szczera prawda, ale tak samo było nią poczucie odpowiedzialności za tego, kogo się uratowało.

Dopadły go wątpliwości. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z samobójcą. Tak bardzo chciał poznać jego historię i skrywane w niej motywy, że nie pomyślał nawet, iż mężczyzna może potrzebować specjalistycznej pomocy.

Ale z drugiej strony nie można nikogo zmusić do życia. Można go tylko przekonać.

Rafał nie był aż tak arogancki, by wierzyć, że on posiada taką moc.

– Nie martw się, niczego nie zrobię – usłyszał cichą informację. Wiktor patrzył prosto na niego. – Ta sytuacja pozwoliła mi spojrzeć na wszystko z nowej perspektywy. Tym razem nie zamierzam uciekać. Zostanę i będę walczył.

Zdecydowanie w jego głosie i moc w jego oczach sprawiły, że Rafał poczuł jego determinację.

– Pomogę ci – zaoferował z całą szczerością swojego serca.

– Nie znasz nawet problemu.

– Ale poznam. Nie wiem, czy będę potrafił wiele, ale na pewno się postaram.

– Dziękuję.

– Nie, to ja jestem wdzięczny. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Szymon skinął tylko głową.

*

Rafał nie miał pojęcia, ile zarabia młody prokurator, ale był pewien, że nie stać go na samochód taki jak ten. Czarny, lśniący mercedes wyglądał, jakby kosztował tyle, co średniej wielkości dom z pełnym wykończeniem a może nawet i z meblami.

– To twój? – zapytał niedowierzając.

– Tak.

Samochód stał na parkingu pod sklepem dobę, jak się okazało, niezamknięty. Chyba był za drogi nawet dla złodzieja.

– Jesteś prokuratorem. Aż tak bardzo wierzysz w uczciwość ludzi, że zostawiłeś go tak sobie?

– Byłem – wyjaśnił. – I, jak wiesz, nie zamierzałem więcej z niego korzystać.

– Co racja, to racja – przyznał.

– Masz jeszcze z pół godziny? – zapytał. – Chciałbym kupić sobie coś do przebrania – spojrzał po sobie i po swoich pogniecionych wczorajszych ubraniach.

– Jasne – ucieszył się. Jeśli chce kupić sobie jakieś rzeczy, to znaczy, że na serio planuje żyć. – Ale nie wiem, czy będą mieli coś w twoich standardach.

– Jeśli przebolałem szpitalną koszulę, przeboleję i ubranie z sieciówek.

– Takie podejście lubię.

– Co? Już robisz ze mnie swojego bohatera?

– A co? Nie tak się umawialiśmy?

– Poczekaj, aż poznasz moją historię.

Nie było żadnych wątpliwości, że będzie fascynująca.