„Czas feniksa” Rozdział 4

Rozdział 4

Rafał zapewne nie powinien tego robić, ale nie mógł się powstrzymać i nazajutrz po zajściu postanowił sprawdzić, jak przedstawia się stan zdrowia uratowanego przez niego człowieka.

Służba zdrowia nie powinna takich informacji udzielać nikomu spoza rodziny, ale był on w końcu kimś, kto ocalił mężczyźnie życie. Może przepisy nie dawały mu prawa do posiadania takich informacji, ale prawo moralne było czymś zupełnie innym. Kto jak kto, ale człowiek, który ocalił komuś życie może chyba się dowiedzieć, czy uratowany ma się dobrze. Pielęgniarka uśmiechnęła się do niego słodko i wskazała drzwi do odpowiedniej sali. Oddział nie był zamknięty, więc mógł też pacjenta odwiedzić. Tutaj nikt nie sprawdzał relacji odwiedzający – chory.

Rafał Sokół, zanim wszedł na salę, dowiedział się, że pacjent odzyskał już przytomność, że fizycznie poza wycieńczeniem organizmu nic mu nie dolega, jest jednak apatyczny i chociaż jest z nim kontakt, niechętnie współpracuje z psychiatrą, którego ocena jest konieczna w przypadku podejrzenia próby samobójczej. Szpital nie może wypisać pacjenta, który stwarzałby ryzyko dla siebie lub innych. Psychiatra nie był w stanie zdiagnozować niczego poza wyczerpaniem, więc pacjent będzie gotów do wypisu nawet dzisiaj. Szkoda tylko, że nie byli w stanie skontaktować się z nikim z jego rodziny. Telefon z powodu długiego kontaktu z wodą był uszkodzony i udało im się pozyskać tylko jednym z numerów, jak się okazało – do Eryka Wiszniewskiego, kolegi z pracy. Sam pacjent po odzyskaniu przytomności zdecydowanie zabronił informowania kogokolwiek. Oznajmił, że wszystkimi formalnościami zajmie się sam.

Okoliczności Wiktora Rębskiego wyglądały w oczach Rafała jeszcze gorzej, niż wczoraj. Można być outsiderem, wyrzutkiem, ale sytuacja, kiedy jest się w szpitalu i nie ma się nikogo, kto mógłby wpaść z odwiedzinami, była czymś bardzo smutnym.

Pisarz nieśmiało zajrzał do pokoju, w którym znajdował się Rębski. Dostrzegł go na łóżku przy oknie i chociaż po raz pierwszy widział jego twarz nie przesłoniętą maska tlenową i z takiej perspektywy, że mógł ją widzieć dobrze, rozpoznał ją bez problemu. Wiedział, że facet jest przystojny, zaskoczyło go jednak, jak bardzo. Wyraźnie zarysowana szczęka i dość ostry podbródek, gęste czarne brwi nad ostrym ptasim nosem a przy tym ciemne oczy o urzekającej głębi i kształtne, wyraźnie zarysowane usta stanowiły doskonałe uzupełnienie i złagodzenie nieco drapieżnych rysów. Czarna grzywka opadała mu na czoło ukazując, że w tym momencie zdecydowanie nie dba o swój wizerunek ale fryzura ta ujmowała mu lat i nadawała chłopięcego uroku.

To wszystko Rafał ocenił jednym spojrzeniem spostrzegawczych oczu pisarza, który czerpał natchnienie z otaczającej go rzeczywistości. Natychmiast się uśmiechnął i podszedł do łóżka pacjenta.

– Dzień dobry – przywitał się szczerząc zęby. – Jak się pan dzisiaj czuje?

Napotkał wrogie, drapieżne ale czujne spojrzenie zranionego tygrysa. Milczenie było ścianą niewidzialnego oporu.

Nagle Rafał uzmysłowił sobie, że przecież kiedy widzieli się w wodzie, nie była to okazja, by się sobie wzajemnie przyjrzeć. Pacjent może go po prostu nie rozpoznawać.

– Nie jestem psychiatrą, dziennikarzem ani takie tam – zdecydowanie pomachał rękoma w geście zaprzeczenia niewypowiedzianym podejrzeniom mężczyzny. – Ja…

– Jeśli przyszedł pan po podziękowania, to niepotrzebnie się pan trudził – padła oschła, wroga wręcz odpowiedź.

Więc jednak go rozpoznaje?

– Nie potrzebuję podziękowań. Nie, jeśli nie są szczere. Właściwie to… – ściszył głos i przysiadł na stołku przeznaczonym dla odwiedzających – to chyba powinienem przeprosić, ale…

Oczy mężczyzny ożywiły się. Rafał westchnął.

– Widzi pan, wierzę w wolną wolę. Uważam, że każdy ma prawo do własnych decyzji – kontynuował. – Ale to tylko teoria. W praktyce wyszło inaczej. Nie potrafiłem stać i patrzeć.

Mężczyzna spuścił oczy.

– W porządku. Rozumiem. Chyba też bym… nie potrafił… patrzeć.

Co lekarz bredził, że facet jest apatyczny. W jego obecności reagował całkiem żywiołowo jak na okoliczności.

– Oficjalnie był to wypadek – Sokół dodał cicho. – Miał pan niedostosowane buty i pośliznął się na mokrych kamieniach. Czy ta wersja panu odpowiada?

– Tak. Dziękuję.

Rafał uśmiechnął się. To podziękowanie nie było wymuszone i brzmiało całkiem szczerze.

– Chińczycy mawiają, że jeśli ocali się komuś życie, to to życie należy do wybawiciela – oznajmił. – Co prawda jesteśmy w Europie i wcale pańskiego życia nie chcę, ale nie wiedzieć czemu czuję się trochę za pana odpowiedzialny. Przeszliśmy razem przez życie i śmierć, a to chyba zbliża.

– Myśli pan?

– Głupie, nie? Ale coś w tym jest.

– Rozumie pan, dlaczego nie jestem wdzięczny, ale… doceniam pański gest.

– Czasem łatwiej dostać pomoc od obcego, niż od bliskich. Zauważyłem, że nie odwiedził pana nikt z rodziny.

– To skomplikowane – spiął się w sobie i nawet zacisnął na prześcieradle palce. Znaczy się był to dla niego wrażliwy temat.

– To, co powiedziałem o poczuwaniu się odpowiedzialnym za ocalone życie, mówiłem szczerze. Ehm – odchrząknął. – Gdybym był na pana miejscu chyba przez kilka dni nie chciałbym widzieć nikogo ze znajomych ani rodziny. Wolałbym zaszyć się gdzieś i na spokojnie dojść do siebie.

Odpowiedzi nie było, ale głowa mężczyzny opadła jakby niżej.

Rafał ponownie odchrząknął.

– Właściwie ja też chowam się przed światem – przyznał. – Mam swoje własne okoliczności i zaszyłem się tutaj, żeby dojść z nimi do ładu. To dobre miejsce, spokojne i ciche. Wydaje mi się, że może mi pan pomóc w moich okolicznościach.

Mężczyzna okazał nieznaczne zainteresowanie i spojrzał w twarz Sokoła.

– Widzi pan – ciągnął dalej Rafał, ale coraz bardziej nieśmiało – zarabiam na życie inspirując się życiem innych. Jestem pisarzem. Niemal od roku nie jestem w stanie tknąć klawiatury i dostaję kurwicy. Nie ma pan pojęcia, jakie to jest irytujące uczucie. A wczoraj, no cóż, wczoraj to się trochę zmieniło.

– Szczery pan jest.

– Coś w tym złego? – zapytał zaczepnie.

– Nie, nic – odparł szybko a jego usta przybrały dziwny wyraz, jakby… zalążka uśmiechu? – Chce pan się zainspirować moją historią?

– A nie mogę? Wystarczy dodać, że podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest czysto przypadkowe.

– Tak, – pokiwał głową, – to bezpieczna klauzula. Oczywiście musi pan jeszcze zmienić dane osobowe, znaki szczególne i wszystkie elementy umożliwiające identyfikację.

– To się rozumie. To co? – ponownie wyszczerzył zęby. Miał wrażenie, że coś z tego może wyjść. – Wyświadczy mi pan tę grzeczność?

Facet westchnął. Chwilę milczał a potem odpowiedział.

– Właściwie czemu by nie?