„Honor paparazzi” Rozdział 5 (tylko dla czytelników pwłnoletnich)

Rozdział 5

Dźwięki, które doszły go w kuchni świadczyły o tym, że Dominik Śliwiński już się obudził. Andrzej wychylił się przez wnękę drzwiową i zawołał:

– Dzień dobry. Jak się spało?

– Dzień dobry – rozczochrany Dominik zamrugał powiekami i uśmiechnął się ciepło. – Całkiem dobrze, dziękuję. Auć!

Koc zjechał na podłogę, kiedy próbował się podnieść. Co prawda Andrzej w nocy ułożył go w wygodniejszej pozycji niż ta, w której zasnął skulony na kanapie, ale najwyraźniej wczorajsza kontuzja dawała o sobie boleśnie znać.

Zatroskany Andrzej podszedł do niego.

– Możesz się ruszać?

– Tak, tylko… nie za szybko – odpowiedział przez zaciśnięte zęby.

– Pokaż mi plecy.

– Co?

– Uderzyłeś nimi o stolik, nie pamiętasz? Pokaż mi plecy – zażądał ponownie.

Dominik odwrócił się do niego tyłem, ale to Andrzej musiał podciągnąć jego koszulkę.

Śliwiński syknął.

Nowicki przygryzł język.

Na plecach aktora wyrastał rozległy, ciemny siniec.

– Powinieneś iść z tym do lekarza.

– Nie – wyrwał mu się nieporadnie. Jego ruchy ograniczał ból. Jego nadgarstek również był siny. – Obiecałeś, że nikomu nie powiesz. Obiecałeś!

Andrzej zacisnął zęby.

– W porządku, ale to i tak trzeba leczyć. Masz jakąś maść na stłuczenia?

Dominik zamyślił się.

– Raczej nie…

– Więc pójdę ją kupić. Czy ktoś ma klucze do twojego domu?

Śliwiński obejrzał się na niego szeroko otwierając oczy.

– Nie – odpowiedział.

– Nikt?

– Nikt.

– To zrobimy tak, pożyczysz mi klucze do swojego domu, zamknę cię w środku i pójdę do apteki. Ty w tym czasie nikomu nie otworzysz. Będziesz grzecznie leżał, żeby nie forsować swoich pleców. Kiedy wrócę, nałożymy na nie maść i zrobię ci śniadanie. Masz ochotę na coś szczególnego?

Śliwiński patrzył na niego przez chwilę oczami wielkimi jak spodki i w końcu powiedział:

– Gofry z białą kawą.

– Więc zrobię ci gofry z białą kawą. Leż spokojnie, nie powinno mi to zająć dłużej, niż kwadrans. Klucze…

Dominik wskazał bambusową misę z ozdobnym motywem stojącą na komodzie pod wieszakami przy drzwiach.

Andrzej chwycił je i od razu wybiegł z domu. Śliwiński był uparty jak osioł, ale miał prawo decydować kiedy i czy w ogóle korzystać z usług lekarza. Nie zmieniało to faktu, że na jego plecach wyrósł rozległy krwiak, który na pewno jest bardzo bolesny i utrudnia poruszanie się.

Nowicki miał kiedyś całkiem poważną kontuzję, więc wiedział, jak takie siniaki potrafią boleć ale też wypróbował różne środki. Nie musiał więc nawet pytać o poradę w aptece. Wybrał sprawdzoną na sobie maść oraz tabletki i nie czekając skierował się w drogę powrotną.

Andrzej zastał Dominika siedzącego na brzegu kanapy. Na dźwięk otwieranych drzwi aktor spojrzał w stronę wejścia. Jego oczy błyszczały, ale twarz nie miała żadnego wyrazu. Nowicki nie był w stanie odczytać z niej żadnej emocji i pomyślał, że Śliwiński przybrał swoją aktorską maskę. Dopiero po chwili zauważył, że młody mężczyzna ma w ręku telefon komórkowy.

– Kupiłem naprawdę dobrą maść. Dwa dni stosowania i będziesz jak nowy.

Dominik uśmiechnął się blado. Maska zaczęła opadać. W tej chwili sprawiał wrażenie zasmuconego.

– Czy coś się stało? – Andrzej odruchowo spojrzał na telefon.

– Nic – odpowiedział Śliwiński z cieniem goryczy w głosie. – I w tym rzecz.

– Liczyłeś, że zadzwoni? – domyślił się Nowicki siadając obok.

– Wiem, to głupie, ale tak myślałem. Myślałem, że może będzie się o mnie martwił. W końcu ma ze mnie niezłe pieniądze.

Andrzej wiedział, że nie chodziło tu o żadne pieniądze. Tych dwóch łączyło coś więcej niż tylko stosunki zawodowe, więc ból w głosie Śliwińskiego był zrozumiały. Znów przypomniał sobie jego twarz sfotografowaną podczas stosunku z Marczakiem. Dominik mógł go naprawdę kochać. Jeżeli tak, to, co zrobił jego kochanek, było tym bardziej bolesne a w oczach Andrzeja – niewybaczalne..

– Gdyby zadzwonił, wybaczyłbyś mu?

Śliwiński wbił wzrok w trzymany kurczowo telefon.

– Nie wiem – przyznał szczerze.

– Nie powinieneś. Nie jesteś jego własnością.

– Tak, ale…

– Chcesz go usprawiedliwiać?

Dominik spuścił wzrok.

Do diabła, co za idiota! Wczoraj omal nie został zgwałcony przez drugiego faceta, był poturbowany tak, że prawie nie mógł się ruszać, a mimo to chciał mu wybaczyć i tylko czekał na sposobność, by to zrobić.

Czy tak wygląda miłość?

– Chciałbym zaaplikować ci maść. Najlepiej będzie, jeśli wygodnie położysz się na brzuchu.

Dominik bez słowa wykonał polecenie kładąc się na kanapie. Andrzej podciągnął jego koszulkę i wycisnął na rękę sporą dawkę maści pachnącej kamforą i miętą. Rozsmarował ją na swoich dłoniach i umieścił je na plecach aktora.

Śliwiński nie wydobył z siebie żadnego dźwięku, ale jego ciało napięło się pod wpływem dotyku. Andrzej starał się być jak najdelikatniejszy, ale podejrzewał, że i tak jego ręce sprawiają mu ból.

– Gotowe – powiedział, kiedy skończył i delikatnie na powrót opuścił koszulkę. – Powinieneś tak trochę poleżeć.

– Dziękuję.

Nowicki wziął koc i przykrył nim plecy Śliwińskiego, następnie stanął przy jego głowie.

– Daj rękę – polecił.

– Ja sam mogę…

– Mam już dłonie w maści. Pokaż nadgarstek.

Dominik nieśmiało wysunął swoją rękę, która znikła w masywnych dłoniach fotografa. Siniec na niej nie był tak makabryczny jak na plecach, nie mniej i on wymagał starań. W przeciwieństwie do tamtego, stale był w zasięgu wzroku Śliwińskiego przypominając o bolesnych przejściach.