„Honor paparazzi” – geneza tytułu

Tytuł jest dla książki niezmiernie istotny, ponieważ przyciąga czytelników ale powinien jednocześnie oddawać istotę opowiadanej historii. Wpaść na dobry tytuł nie jest łatwo, o czym boleśnie przekonałam się już na początku pisarskiej działalności. O ile „Wyścig z sercem” jeszcze może być chwytliwy i nawet dobrze oddaje treść i istotę noweli, „Honor paparazzi” jako tytuł okazał się być pudłem. Kiedy się jednak o tym dowiedziałam, na zmianę było już za późno. Przepadło. Książka istniała już publicznie.

Jednym z bohaterów tej książki jest popularny aktor, drugim – paparazzi. Aktor i paparazzi to naturalni wrogowie, zresztą nikt nie lubi tych węszących za tanią sensacją i skandalem pseudo fotografów. Ten zawód to moralny upadek, dno – a przynajmniej tak się przyjęło uważać. Andrzej, mój bohater, to jednak człowiek z zasadami, z odwagą i o szlachetnym sercu. Jest przeciwieństwem typowego paparazzi i to chciałam zasygnalizować tytułem. Powiedzieć coś w stylu: „nieważne jaki uprawiasz zawód, zawsze możesz żyć z honorem”.

Andrzej jest dla mnie postacią bardzo ważną, gdyż żyć według pewnych moralnych zasad w świecie degeneracji nie jest łatwo. Potrzeba szalenie dużo odwagi i samozaparcia, by czasem powiedzieć: „Nie, tego nie zrobię.” Nie jest łatwo zaryzykować coś dla kogoś obcego i bezinteresownie ruszyć mu na pomoc. Nie jest też łatwo nie oceniać. Myśląc o wzniosłych ideałach szlachetnego bohatera szumnie nazwałam swoją drugą nowelę „Honor paparazzi’ nie podejrzewając nawet, że tytuł może zniechęcić. W swojej wyobraźni wyszłam poza utarty schemat myślowy o paparazzich, nie pomyślałam, że wybierając do czytania książkę nikt nie poświęci większej uwagi na analizowanie znaczenia tytułu.

Pewnego dnia usłyszałam, że tytuł jest zniechęcający i dopiero wtedy zaczęłam się nad nim zastanawiać. Faktycznie „Honor paparazzi” brzmi głupio, nijako, wręcz bezsensownie. Dzisiaj nadałabym mu bardziej poetycki tytuł, zwłaszcza, że i relacja pomiędzy Andrzejem i Dominikiem nosi znamiona poezji.

Polubiłam mojego trochę zbyt prawego paparazzi, który kręgosłup moralny ma sztywny jak kolumna ale za to serce miękkie jak puchowa poduszka. Polubiłam Dominika, słodkiego i uroczego aktora, którego akwamarynowe oczy i czarujący uśmiech potrafią rozkochać w sobie najtwardsze serce. I polubiłam Marka, łachudrę w garniturze, który trochę zbyt późno zaczyna rozumieć, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Dlatego pomimo słabego tytułu i koszmarnej okładki (o, grzechy młodości i braku talentu!) popełniłam aż pięć tomów (miały być cztery, ale stęskniłam się za bohaterami) i opowiadanie, a w szufladzie leży powieść o dwóch pobocznych bohaterach, powieść, której od lat nie mogę skończyć, chociaż całą mam zarejestrowaną w głowie.

„Honor paparazzi” jest dla mnie książką najważniejszą, podobnie jak sami bohaterowie. To na niej uczyłam się pisać. Popełniałam proste błędy, ale ta trójka bohaterów najgłębiej wbiła się w moje serce nie tylko dlatego, że z nimi spędziłam najwięcej czasu, raczej… z powodu owej sympatii spędzałam z nimi czas.

Za tydzień postaram się odsłonić Wam kolejną kurtynę kryjącą kulisy powstawania i znaczenia „Honoru paparazzi”. Będzie to nowy dział, BTS (nie mylić z tym koreańskim J). BTS czyli Behind The Scene – za kulisami.

Tymczasem zapraszam do lektury kolejnego fragmentu